Warsztaty prawnicze

Co dalej po studiach prawniczych? Tendencyjnie

Tekst pochodzi z numeru: 5 (143) maj 2013

Michał Paprocki

Wszystko się kiedyś kończy. Przyjdzie dzień, gdy ze studentów wydziału prawa staniecie się dumnymi absolwentami. Uzyskanie tytułu zawodowego magistra będzie oczywiście dobrym powodem do świę­to­wania, wykonania radosnego telefonu do najbliższych, wrzucenia wiadomości na FB, ale po chwili musicie zdać sobie sprawę, że to dopiero początek. Tytuł magistra to dzisiaj standard. Chyba utracił trochę na znaczeniu z uwagi na podaż, wzrost liczby absolwentów studiów wyższych. Dzisiaj wszyscy jesteśmy magistrami. Parafrazując Stanisława Tyma, i piszę to również sobie naprzeciw, magister prawa – czyli posiadający najgroźniejsze wykształcenie – nic nie umie, a wie wszystko.

Dużo się zmieni. Stracicie wymówkę, która pozwalała wam się bronić przed regularną pracą, samodzielnością, zamianą „wakacji” na „urlop wypoczynkowy”, regularnym wczesnym wstawaniem i odpowiedzią na pytanie – co dalej. Rodzice zaczną wam nieśmiało sugerować, że to już czas samemu zacząć płacić swoje rachunki, stracicie zniżkę na PKP, komunikację miejską i kino. To czas decyzji.

Tak zupełnie szczerze – to ostatni moment. Ta decyzja powinna zostać podjęta znacznie wcześniej i ukończenie studiów powinno być jej właściwą konkluzją. W tym czasie powinniście odbywać praktyki, zdobywać kwalifikacje, obserwować, odkrywać swoje powołanie. Może to wcale nie jest prawo? Jeśli tego nie zrobicie, możecie brutalnie zderzyć się z rzeczywistością.

Nie dajcie sobie wmówić, że samo ukończenie studiów praw­niczych to gwarancja czegokolwiek, w szczególności pracy w zawodzie i zrobienia kariery. Ten kierunek już nie jest na tyle elitarny, by jego ukończenie dawało taką pewność. Z elitarnego zmienił się w modny i dostępny. Istnieje w naszym społeczeństwie mit, podsycany przez media, że bycie prawnikiem to życie jak z bajki – bardzo wysokie zarobki, drogie garnitury i samochody, drapacze chmur i prestiż. To kuszące. Prawda jest jednak inna. Droga do sukcesu wymaga wiele pracy i determinacji, poświęcenia i wyrzeczeń, a nadto pewnych predyspozycji. Nie każdy może być radcą prawnym, adwokatem czy sędzią lub prokuratorem. Nie każdy znajdzie pracę w tym zawodzie. Równie złudny wydaje mi się obraz budowany przez wszystkich zwolenników deregulacji zawodów prawniczych. Rezygnacja z określonych wymogów stawianych prawnikom i weryfikacji ich kwalifikacji nie przyczyni się do poszerzenia rynku na te usługi. Świetnie to opisują słowa Woody’ego Allena: „Zbyt mało wiem, żeby być niekompetentnym”. Konkurencja na rynku młodych prawników jest coraz większa. Na szczęście ukończenie studiów prawniczych to uniwersalne przygotowanie, które daje większe możliwości pokierowania swoją karierą niż zawody
prawnicze.

Prawo jest jednym z najbardziej popularnych kierunków studiów. Co roku około 10 tys. absolwentów tego kierunku opuszcza mury polskich uczelni. Obecnie mamy nadprodukcję prawników – ich ilość rośnie szybciej niż popyt na ich usługi. Nie sprzyja temu sytuacja ekonomiczna: część podmiotów jest zmuszona oszczędzać na tego rodzaju usługach.

To, co z kolei jest nadzieją dla ambicji zawodowych przyszłych prawników, to fakt, że dobrzy studenci, dobrzy aplikanci ciągle są poszukiwani. Osoby z odpowiednim przygotowaniem i determinacją na pewno znajdą dla siebie miejsce.

Co dalej? Aplikacja! Doktorat!

Nie ma jednego słusznego wyboru. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Osoby, które ukończyły aplikację, po egzaminie zawodowym wskazują, że aplikacja jest jedyną sensowną drogą dla prawnika. Z kolei osoby, które zdobyły stopień doktora nauk prawnych, spełniły wymagane warunki i uzyskały wpis na listę radców prawnych lub adwokatów, wskazują, że to bardziej racjonalny i stabilny sposób.

Zaliczam się do tej pierwszej grupy. Aplikacja daje niezbędne przygotowanie do należytego i samodzielnego wykonywania zawodu i w tym zakresie nie ma drogi na skróty. Nawet jeżeli postanowimy uniknąć trudów aplikacji, a uzyskamy tytuł zawodowy, to aby czynnie wykonywać zawód, będziemy musieli to nadrobić.

Aplikacja to wyzwanie. Na przykładzie aplikacji radcowskiej – żeby się na nią dostać, musimy zdać egzamin wstępny. Następnie czekają nas 3 lata intensywnej nauki, którą musimy pogodzić z innymi obowiązkami. Na koniec czeka nas kulminacja w postaci egzaminu radcowskiego. W trakcie aplikacji aplikanci odbywają szkolenie z zakresu działania sądownictwa powszechnego i prokuratury.

Aplikacja radcowska (i adwokacka) jest odpłatna. Zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości z 10.12.2012 r. w sprawie wysokości opłaty rocznej za aplikację radcowską1 – opłata roczna za aplikację radcowską jest równa 3,1-krotności minimalnego wynagrodzenia za pracę ustalonego na podstawie przepisów ustawy z 10.10.2002 r. o minimalnym wynagrodzeniu za pracę2, w wysokości obowiązującej w dniu rozpoczęcia roku szkoleniowego. Od 1.1.2013 r. za rok aplikacji trzeba zapłacić 4960 zł.

Okres aplikacji to czas ciężkiej pracy. Siłą rzeczy będziecie musieli skupić się na nauce. W trakcie czeka was szereg egzaminów, zajęcia z patronem, zajęcia praktyczne i wasze pierwsze stawiennictwa przed sądem, organami ścigania czy organami administracji publicznej. Pamiętam, że w moim przypadku był to intensywny czas, w szczególności dlatego, że dzieliłem go z pracą w kancelarii. Był to również czas, w którym mogłem zdobyć doświadczenie, samodzielność, pewność siebie, świadomość – które pozwalają mi dziś wykonywać zawód radcy prawnego

Pamiętajcie, że po upływie sześciu miesięcy od rozpoczęcia aplikacji radcowskiej aplikant radcowski może zastępować radcę prawnego przed sądami rejonowymi, organami ścigania i organami administracji publicznej. Po upływie roku i sześciu miesięcy od rozpoczęcia aplikacji może zastępować radcę prawnego także przed innymi sądami, z wyjątkiem Sądu Naj­wyż­szego, Naczelnego Sądu Administracyjnego i Trybunału Kon­sty­tucyj­nego. Aplikant radcowski może sporządzać i podpisywać pisma procesowe związane z występowaniem radcy prawnego przed sądami, organami ścigania i organami administracji publicznej – z wyraźnego upoważnienia radcy prawnego, z wyłączeniem apelacji, skargi kasacyjnej i skargi konstytucyjnej.

Obok aplikacji radcowskiej są jeszcze: adwokacka, notarialna, komornicza, ogólna, a nadto rzecznikowska, sejmowa, legislacyjna, konsularna. Każdy z was musi wybrać swoją drogę.

Moim zdaniem, jeżeli już wiecie, że chcecie być radcą prawnym, sędzią, adwokatem, komornikiem albo notariuszem, zaplanujcie swoje obrony prac magisterskich tak, aby zdążyć podejść z marszu do egzaminu wstępnego na aplikację. Zaplanujcie dobrze naukę, powtórzcie gruntownie to, czego uczyliście się na studiach, i podejdźcie do egzaminu.

Istnieje również druga droga – zgodnie z przepisami ustawy o radcach prawnych wymogu odbycia aplikacji radcowskiej i złożenia egzaminu radcowskiego nie stosuje się do osób, które posiadają stopień naukowy doktora nauk prawnych oraz w okresie 5 lat przed złożeniem wniosku o wpis na listę radców prawnych, łącznie przez co najmniej 3 lata: (a) zajmowały stanowisko referendarza sądowego, starszego referendarza sądowego, aplikanta sądowego, aplikanta prokuratorskiego, aplikanta sądowo-prokuratorskiego, asystenta sędziego, asystenta prokuratora lub (b) wykonywały wymagające wiedzy prawniczej czynności bezpośrednio związane ze świadczeniem pomocy prawnej przez adwokata lub radcę prawnego na podstawie umowy o pracę lub umowy cywilnoprawnej w kancelarii adwokackiej, zespole adwokackim, spółce cywilnej, jawnej, partnerskiej, komandytowej, o których mowa w art. 4a ust. 1 ustawy z 26.5.1982 r. – Prawo o adwokaturze3, lub kancelarii radcy prawnego, spółce cywilnej, jawnej, partnerskiej, komandytowej, o których mowa w art. 8 ust. 1 PrAdw.

Część moich znajomych pracujących w kancelariach wolała pod okiem promotora, samodzielnie i w skupieniu, obronić rozprawę doktorską oraz uzyskać wpis na listę radców prawnych. Argumentowali, że obecny model aplikacji jest nieczytelny i niestabilny, a brak jasnych zasad oraz nadmierna jej czasochłonność sprawiają, że pewniejszym rozwiązaniem jest uzyskanie stopnia doktora. W ich ocenie pisanie doktoratu umożliwia równoległą pracę i zdobywanie uprawnień, podczas gdy ilość czasu poświęcanego na praktyki, zajęcia aplikacyjne, biurokrację z tym związaną znacznie to utrudnia.

In-house lawyer

Coraz bardziej widoczne jest zapotrzebowanie na prawników wewnętrznych (in house), w szczególności specjalizujących się w prawie zamówień publicznych, prawie pracy czy prawie podatkowym. Spółki chętnie zatrudniają również prawników do obsługi spraw korporacyjnych.

In-house może pracować samodzielnie, tj. prowadzić obsługę prawną spraw firmy. Praca prawnika wewnętrznego może również polegać na analizie dokumentów i opinii prawnych przygotowanych przez zewnętrzne kancelarie oraz udzielaniu odpowiednich rekomendacji przełożonym. Często łączy się te dwa rozwiązania.

Jeżeli nie jest wam bliska dynamika pracy w kancelarii, nie czujecie, że waszym powołaniem jest praca „na pierwszej linii”, walka o klienta, praca pod presją czasu, fakturowanie godzin, to warto rozważyć ten scenariusz. Atutem takiej pracy jest z całą pewnością przewidywalny czas pracy i mniejszy stres. Dodatkowo, pracując bezpośrednio w konkretnej firmie, możecie wyspecjalizować się w określonych sprawach.

Znam osoby, które rezygnowały z pracy w kancelarii, aby do swojej codzienności wprowadzić trochę więcej spokoju, poświęcić więcej czasu rodzinie. Znam również przypadki, gdy prawnik wewnętrzny przechodził do dużej kancelarii lub zakładał własną, gdyż bardzo dokładnie poznał mechanizmy rządzące określonym sektorem gospodarki.

Praca w dziale prawnym firmy pozwala również zdobyć cenną wiedzę biznesową i dodatkowe kwalifikacje.

Praca naukowa i naukowo-dydaktyczna

Jeżeli po studiach magisterskich czujecie chęć dalszego studiowania nauk prawnych, analizowania i porównywania i umiecie się efektywnie dzielić dotychczas zdobytą wiedzą – być może waszym powołaniem jest właśnie praca naukowa i naukowo-dydaktyczna. Taka praca, w szczególności połączona z praktyką, umożliwia dalszy wszechstronny rozwój.

Praca w urzędzie

Prawnik w urzędzie to zawsze dobre rozwiązanie. Znajdą się tacy, którzy w zaciszu urzędu będą się czuli dobrze, projektując decyzje i inne dokumenty.

Inne możliwości

Po obserwacji moich znajomych mogę wskazać kierunki, takie jak: asystenci sędziego, pracownicy banków, doradcy podatkowi, pracownicy Policji albo ABW, CBA, pracownicy firm konsultingowych, pracownicy firm ubezpieczeniowych, organizacji pozarządowych.

Najważniejsze, żebyście wszystkie te decyzje podejmowali świadomie i byli w swoich planach konsekwentni i uparci. Jeżeli włożycie w to należytą ilość pracy – świat stoi przed wami otworem. Pasja dążenia do wykonywania jednego z zawodów prawniczych doda wam skrzydeł.

W głowie mam słowa adwokata Macieja Dubois z niedawno przeczytanej przeze mnie książki „Adwokat. Rozmowa o życiu w ciekawych czasach”: „To wielka przygoda. Z samym sobą. Z innymi. Z życiem, które odsłania niewyobrażalne bogactwo barw w pomieszaniu dobra i zła. Przygoda – i zarazem zawód. To jak z żeglarzem, który ruszał w podróż z niebem gwiaździstym nad głową i busolą na pokładzie – mając przed oczyma cel ostateczny, ale też zdając sobie sprawę, że po drodze może natknąć się na nieznaną mieliznę, podwodne skały, potwory morskie, wiatry niesprzyjające albo i brak wiatru, nie mówiąc o straszliwych sztormach. Ruszał w morze z wolnego wyboru”…


Michał Paprocki – Radca prawny oraz wspólnik w Kancelarii Radcowskiej Chmaj i Wspólnicy sp.k. w Warszawie.

1   Dz.U. z 212 r., poz. 1427.

2   Dz.U. Nr 200, poz. 1679 ze zm.

3   Tekst jedn.: Dz.U. z 2009 r., Nr 146, poz. 1188 ze zm., dalej jako: PrAdw.