Aktualności

Egzamin na aplikację adwokacką – czego najbardziej żałują osoby, które już go zdawały

Przygotowania do egzaminu na aplikację adwokacką to nie tylko nauka przepisów, ale przede wszystkim odpowiednia strategia, systematyczność i umiejętność pracy pod presją czasu. Jakie błędy najczęściej popełniają kandydaci i jak, bazując na ich doświadczeniach, skutecznie zaplanować naukę?

Autor:

Miłosz Kołcz-Otwinowski, adwokat i adwokat kościelny, pierwszy Przewodniczący Aplikantów Adwokackich w Polsce w latach 2025-2026. Zajmuje się sprawami z zakresu ochrony majątku, reputacji oraz wielopłaszczyznowych interesów klientów. Doświadczenie zdobywał m.in. na rynku finansowym, łącząc praktykę prawniczą z działalnością liderską w samorządzie adwokackim. Interesuje się również prawem sztuki, ochroną dziedzictwa kulturowego oraz prawem mediów. IG: @adwokat.coach

Egzamin wstępny na aplikację adwokacką był jednym z pierwszych momentów, kiedy po studiach musiałem przestawić się z „uczenia prawa” na pracę stricte pod wynik. I to jest chyba najważniejsza rzecz, którą warto zrozumieć już na początku przygotowań.

To nie jest egzamin z bycia najlepszym studentem na roku i nie wygrywa go osoba, która zna najwięcej przepisów na pamięć. Wygrywa go ten, kto najlepiej rozumie mechanizm samego egzaminu i potrafi pracować z materiałem pod presją czasu. To subtelna różnica, ale w praktyce decydująca.

Z perspektywy czasu widzę też, że większość kandydatów popełnia dokładnie te same błędy. Na początku jest duża motywacja: kupowanie materiałów, ambitne plany, nauka po kilka godzin dziennie, przekonanie, że „tym razem zrobię to profesjonalnie”. Problem pojawia się kilka tygodni później. Zaczyna wchodzić chaos, przeciążenie i poczucie, że mimo ogromu pracy wyniki nie rosną proporcjonalnie do wysiłku. I co ważne, najczęściej nie wynika to z braku zdolności. Po prostu wiele osób przygotowuje się w sposób mało efektywny. Podzielę się wskazówkami, które sam chciałbym usłyszeć przed rozpoczęciem przygotowań do egzaminu wstępnego na aplikację adwokacką.

Plan nauki – chodzi o spokój, nie o perfekcję

Pierwszy problem pojawia się zwykle już na etapie organizacji nauki. Większość kandydatów zaczyna od podejścia: „przerobię wszystko po kolei”. Brzmi logicznie, ale bardzo szybko prowadzi do dezorganizacji. Nie wszystkie ustawy mają przecież takie samo znaczenie egzaminacyjne. Niektóre wracają regularnie, inne pojawiają się marginalnie. Są też akty, które trzeba znać naprawdę dobrze, i takie, które wystarczy opanować w podstawowym zakresie.

Dlatego plan nauki powinien przede wszystkim zdejmować z ciebie codzienny problem pod tytułem: „czego mam się dziś uczyć?”. I od razu uspokajam, że idealnego planu na pewno nie będzie. Nie chodzi o perfekcję, tylko o utrzymanie kontroli nad procesem.

W praktyce dobrze działa podzielenie materiału na bloki tematyczne, a nie wyłącznie według ustaw, a także regularne wracanie do kodeksów i „rdzenia” egzaminu. Tak samo włączenie rozwiązywania testów od samego początku nauki, a nie dopiero „na końcu” pomoże nam na bieżąco oswajać się ze specyfiką egzaminacyjną. Wielu kandydatów natomiast dopiero po czasie zauważa, że największą stratą nie był brak wiedzy, tylko czas marnowany codziennie na organizowanie sobie nauki od nowa.

Największy błąd? Bierne uczenie się prawa

To chyba najczęstszy problem. Wciąż wiele osób przygotowuje się w ten sam sposób: czytanie ustaw, podkreślanie, robienie notatek. Daje to poczucie pracy i postępu, ale bardzo często jest to tylko złudzenie efektywności. Egzamin wstępny nie sprawdza przecież, czy „czytałeś ustawę”. On sprawdza, czy potrafisz rozpoznać mechanizm ukryty w pytaniu i połączyć go z konkretnym przepisem. Dlatego trzeba jak najszybciej przejść w aktywny tryb nauki.

Testy powinny pojawić się już w pierwszych tygodniach nauki – nawet jeśli wyniki będą początkowo słabe. To naprawdę normalne. Z czasem zauważysz, że czytając pytanie, automatycznie próbujesz odtworzyć przepis albo skojarzyć podobną konstrukcję prawną. Bardzo pomagają też proste porównania między instytucjami, wychwytywanie różnic i podobieństw, bo właśnie tak buduje się „pamięć egzaminacyjną”. Ten sposób nauki jest mniej komfortowy niż samo czytanie, nie zaprzeczam. Wymaga też większego wysiłku, ale to właśnie on daje później największy spokój na egzaminie. Spokój, który jest bezcenny.

Powtórki – element, którego wszyscy wolą uniknąć

Powtórki to jedna z tych rzeczy w ramach przygotowań, które niemal każdy odkłada na później. A potem przychodzi moment, kiedy materiał zaczyna się mieszać i pojawia się bardzo nieprzyjemne poczucie: „ja to już przecież wiedziałem, tylko nic nie pamiętam”. I właśnie temu mają zapobiec powtórki. Oczywiście, wiedza nie znika od razu, ale bez regularnego kontaktu z materiałem bardzo szybko traci ostrość, a na samym egzaminie wystarczy chwila zawahania między dwiema podobnymi odpowiedziami, żeby stracić punkt.

Dlatego, w moim przekonaniu system powtórek nie jest dodatkiem do nauki, ale fundamentem skutecznego przygotowania. Uważam, że najlepiej działa podejście warstwowe. Pierwsza powtórka po kilku dniach, kolejna po około tygodniu, następna po 2–3 tygodniach, a później już bardziej selektywnie, pod testy i symulacje egzaminacyjne.

I znowu, nie chodzi o jakiś idealny system. Chodzi o utrzymywanie regularnego kontaktu z materiałem i dzięki temu pod koniec przygotowań nie uczysz się wszystkiego od nowa, tylko porządkujesz wiedzę.

Dlaczego większość z nas zaczyna za późno?

Zauważyłem wśród swoich koleżanek i kolegów, że wielu kandydatów zaczyna naukę „na serio” dopiero wtedy, gdy pojawia się presja czasu. To naturalne, ale bardzo kosztowne, bo ten egzamin na pewno nie jest sprintem. To bardziej test wytrzymałości poznawczej, która pozwala nam wykonywać zadania w ciągłym skupieniu, ignorowaniu rozpraszaczy i pod presją czasu.

Nie chodzi więc wyłącznie o ilość materiału, ale o to, jak długo jesteś w stanie utrzymać dobrą jakość pracy i koncentracji. Kilka czy kilkanaście tygodni systematycznej nauki daje coś, czego nie da się nadrobić krótkim, intensywnym zrywem. Regularne, spójne i zgodne z planem przygotowanie daje nam większy spokój, lepsze rozpoznawanie własnych błędów, automatyzację skojarzeń oraz większą odporność na podchwytliwe pytania.

Osoby, które zaczynają wcześniej i uczą się regularnie, zwykle nie „ratują się” przed egzaminem. One raczej dopracowują szczegóły. I to naprawdę robi ogromną różnicę!

Testy – najbliżej prawdziwego egzaminu

Gdybym miał wskazać jedną rzecz, która najlepiej przygotowuje do egzaminu, byłyby to właśnie testy. Nie tylko dlatego, że sprawdzają wiedzę, ale przede wszystkim dlatego, że uczą sposobu myślenia egzaminacyjnego. Tym samym pokazują jak konstruowane są pytania, gdzie najczęściej pojawiają się pułapki, czy też jak autorzy pytań egzaminacyjnych potrafią zmylić kandydatów i które schematy powtarzają się regularnie.

I ważna rzecz: pierwsze wyniki bardzo często są słabe. Naprawdę. Nie warto się tym załamywać. Problemem nie jest niski wynik, tylko brak analizy błędów. To właśnie osoby, które wracają do swoich pomyłek i próbują zrozumieć mechanizm błędu, robią zawsze największy postęp.

 

Nie wszystko jest równie ważne

Bardzo częstym błędem jest traktowanie wszystkich ustaw jednakowo, a to zupełnie nie działa. Egzamin wstępny na aplikację adwokacką ma swoją hierarchię, zaś rdzeń materiału do opanowania stanowią przede wszystkim: Konstytucja RP, kodeks cywilny, kodeks karny, kodeks spółek handlowych oraz procedury. Dopiero później pojawiają się ustawy szczególne z zakresu prawa administracyjnego, gospodarczego czy pozostałe regulacje. Niestety, wielu kandydatów dopiero po czasie odkrywa, że wynik nie zależy od liczby „odhaczonych” ustaw, ale od jakości opanowania fundamentów.

Zmęczenie też jest częścią egzaminu

W pewnym momencie bardzo łatwo wejść w tryb: „im więcej godzin, tym lepiej”. Problem jednak w tym, że organizm ma swoje granice, a po przekroczeniu pewnego poziomu zmęczenie zaczyna realnie wpływać na naszą koncentrację, analizę pytań, odporność na podchwytliwe odpowiedzi, czy szybkość podejmowania decyzji.

Dlatego odpoczynek nie jest stratą czasu. Z pełną stanowczością polecam przyjąć, że sen, przerwy i regeneracja są elementem procesu nauki, a nie nagrodą po nauce. Warto o tym pamiętać szczególnie w ostatnich dniach przed egzaminem.

Strategia egzaminacyjna też ma znaczenie

Wielu kandydatów skupia się wyłącznie na samej nauce, zapominając, że egzamin to również, jeśli nie przede wszystkim, zarządzanie czasem i stresem. Z tego względu, warto wcześniej zdecydować, czy rozwiązujesz test liniowo, czy wracasz później do trudniejszych pytań. Jednocześnie warto przemyśleć, ile czasu maksymalnie poświęcasz na jedno pytanie i jak reagujesz, kiedy nie jesteś pewny odpowiedzi. To brzmi jak drobiazg, ale właśnie takie decyzje często przesądzają o wyniku egzaminu. Liczy się bowiem każdy zdobyty punkt.

Na koniec – czego naprawdę uczy ten egzamin

Być może nikt wcześniej ci tego nie powiedział, ale egzamin na aplikację adwokacką nie jest testem „najzdolniejszych”. To raczej sprawdzian systematyczności, konsekwencji i umiejętności pracy z dużą ilością materiału przez dłuższy czas. Z mojego doświadczenia wynika, że większość niepowodzeń nie bierze się z braku wiedzy, tylko z braku struktury, strategii i regularności. Ale dobra wiadomość jest taka, że wszystkiego tego można się nauczyć.

Osoby, które pracują systematycznie, robią testy, analizują błędy i rozumieją hierarchię materiału, nie tylko częściej zdają egzamin. One po prostu zaczynają aplikację z dużo większym spokojem i lepszym przygotowaniem do tego, co czeka je później w praktyce. A to finalnie ma większe znaczenie niż sam wynik.

Powodzenia — i mam nadzieję do zobaczenia w szeregach Adwokatury!