Aktualności

In-House – zawód prawniczy przyszłości

Choć rola prawnika in-house rośnie w biznesie z roku na rok, wciąż pozostaje niemal niewidoczna na polskich uczelniach prawniczych. Tymczasem to jedna z najbardziej przyszłościowych ścieżek kariery, którą można rozpocząć zaskakująco wcześnie. Dlaczego środowisko akademickie tak konsekwentnie ją pomija – i co właściwie robi prawnik wewnętrzny?

Gdy żadne ręce nie idą w górę

Ostatnio, prowadząc zajęcia z postępowania cywilnego ze studentami drugiego roku prawa w biznesie (sic!), zadałam pozornie proste pytanie: „Czy wiecie, kto to jest prawnik in-house?”. Żadna dłoń nie powędrowała w górę. Cisza była tak długa i niezręczna, że aż zaczęłam żałować, iż nie zapytałam o coś łagodniejszego, np. kto chce iść na aplikację. Ta scena jest jednak dość reprezentatywna dla edukacji prawniczej w Polsce – uczymy teorii, kodyfikacji, linii orzeczniczych, ale niemal nigdy nie rozmawiamy o zawodach, które czekają na przyszłych prawników tuż po przekroczeniu progu uczelni.

A przecież istnieje prawnicza ścieżka kariery, która rozwija się dziś dynamiczniej niż wiele tradycyjnych zawodów. W biznesie staje się wręcz kluczowa, podczas gdy w edukacji akademickiej pozostaje kompletnie pominięta. I tak, oczywiście, mamy zawód radcy prawnego, ale – umówmy się – w dzisiejszych czasach niewiele różni się on od adwokata, natomiast prawnik wewnętrzny to trochę inna filozofia.

Kim jest in-house i dlaczego nikt o nim nie mówi?

Prawnik in-house, inaczej prawnik wewnętrzny (prawnik biznesu), to osoba, która nie czeka, aż pojawi się problem i przyjdzie do kancelarii – lecz pracuje w samym sercu organizacji, zanim rzeczony problem powstanie. Siedzi dwa biurka od prezesa, zna cele, odporność na ryzyko i tempo firmy, a udziela porad prawnych przez telefon szybciej, niż trwa odpalenie systemu informacji prawnej. In-house nie słyszy wyłącznie pytań: „Czy to zgodne z prawem?”, lecz także: „Czy to ma sens?”, „Czy da się to zrobić szybciej, bezpieczniej, mądrzej?”, „Czy nie wysadzimy przy tym projekcie połowy firmy?”.

Paradoks polega na tym, że rola ta rośnie, profesjonalizuje się, przynosi realny wpływ na biznes – a w programach studiów pozostaje praktycznie niewidoczna. Założenie jest proste – jak ktoś idzie na prawo, a już na pewno na prawo w biznesie – wie dokładnie, co chce w życiu robić i jakie ma możliwości. Prawda jest taka, że młodzi ludzie wybierając kierunek studiów, nie odróżniają radcy prawnego od adwokata – i to nie jest ich wina. W mojej ocenie na pierwszym roku studiów prawniczych program powinien uwzględniać przedmiot przedstawiający możliwości kariery prawniczej, aby każdy mógł przyjąć odpowiedni fokus podczas tych kilku lat nauki (albo kilkunastu – gdy wpadną po drodze warunki z KPA i aplikacja czy doktorat).

Dlaczego rola prawników wewnętrznych rośnie?

Wyobraźmy sobie prezesa, który otrzymuje od zespołu pomysł na projekt szybki, innowacyjny i potencjalnie przełomowy. Zanim ruszy dalej, musi ustalić trzy kwestie: legalność działania, potrzebne modyfikacje oraz najbardziej efektywny i bezpieczny sposób realizacji.

Wariant pierwszy: kancelaria. Długi mail, załączniki, przygotowanie kontekstu, a potem oczekiwanie na wyczerpującą, często świetną, ale jednak spóźnioną i drogą opinię. W świecie, w którym projekty potrafią wygasnąć już po tygodniu, tempo kancelarii bywa zwyczajnie niewystarczające.

Wariant drugi: prawnik in-house. Zna firmę. Rozumie jej strategię, strukturę, kulturę organizacyjną oraz poziom tolerancji ryzyka. Często jest w stanie odpowiedzieć natychmiast, korygując pomysł o dwie kluczowe zmienne i ratując projekt przed upadkiem. Dlatego to właśnie in-house staje się dziś prawym ramieniem zarządu.

Od hamulcowego do partnera strategii – transformacja in-house 2.0

Gdy ponad dekadę temu zaczynałam pracę jako prawnik wewnętrzny, dział prawny postrzegano raczej jako miejsce, gdzie biznes idzie, by usłyszeć „nie”. Zdarzało się, że prawnicy wewnętrzni komunikowali ryzyka, ale rzadko wspierali poszukiwanie rozwiązań. Nic dziwnego, że w firmach uchodzili za „hamulcowych”, a tekst „utknęło w prawnym” był już sloganem.

Dziś rola ta wygląda zupełnie inaczej. Współczesny in-house to partner zarządu, współtwórca strategii, osoba, która analizuje, rekomenduje i umożliwia działanie. Nie wyciąga kabli z projektów, lecz tworzy instalację, która pozwala działać szybciej i bezpieczniej. Przestaje być prawnikiem „od opinii”, a zaczyna być częścią procesu decyzyjnego.

Jakie kompetencje tworzą dobrego prawnika wewnętrznego?

Oczywiście fundamentem pozostaje prawo – a konkretnie te dziedziny, które regulują działalność danej organizacji: prawo spółek, prawo pracy, RODO, compliance, prawo umów, a w wielu branżach także prawo autorskie czy regulacje sektorowe. Jednak to dopiero pierwszy poziom kompetencji.

In-house 2.0 musi także rozumieć biznes. Odczytywać sprawozdania finansowe, znać reguły funkcjonowania spółek, umieć negocjować, komunikować się klarownie, a często także rozwiązywać konflikty. To ktoś, kto potrafi budować zaufanie – zarówno wśród menedżerów, jak i szeregowych pracowników.

Warto podkreślić, że tę pracę można zacząć bardzo wcześnie. Wielu młodych prawników rozpoczyna ją jeszcze w trakcie studiów, nie czekając na aplikację, która pozostaje możliwa równolegle – a ci, którzy ją kończą, wracają do kancelarii z doświadczeniem nieporównywalnym z jakąkolwiek ścieżką stricte kancelaryjną lub awansują na head of legal.

Najbardziej uporczywe mity o in-house’ach

Przez lata wokół pracy in-house’a narosło kilka nieporozumień. Pierwszym jest przekonanie, że prawnik wewnętrzny „pisze tylko umowy i opinie”. Tymczasem współczesny in-house wdraża procedury compliance, prowadzi negocjacje, analizuje ryzyka, współpracuje z regulatorami, a często współtworzy strategię biznesową.

Drugim mitem jest postrzeganie tej roli jako „mniej prestiżowej” od pracy w kancelarii. Przeciwnie – biznes coraz wyżej ceni umiejętność łączenia prawa z realiami organizacji. Trzeci mit, bodaj najtrwalszy, dotyczy rzekomego „biletu w jedną stronę”. Tymczasem obecnie to prawnicy z doświadczeniem wewnętrznym częściej przechodzą z sukcesem do kancelarii niż odwrotnie – bo posiadają kompetencje, których oczekują dziś klienci.

Pierwsze kroki – jak odnaleźć się w roli prawnika wewnętrznego?

Początki bywają intensywne. W kancelarii młody prawnik funkcjonuje według jasnego schematu działań. W firmie natomiast staje w samym środku bieżącego życia organizacji. Zarząd pyta o wszystko, projekty wpadają jeden po drugim, a decyzji często oczekuje się „na teraz”.

Kluczem do wejścia w tę rolę jest otwartość – na naukę, na pytania, na poznanie procesów i – przede wszystkim – ludzi. Warto zacząć od analizy podstawowych dokumentów spółki, jej umów, regulacji wewnętrznych, strategii i struktury. Pomocny jest mentoring, współpraca z bardziej doświadczonymi prawnikami oraz aktywność w środowiskach branżowych, takich jak Polish In-house Lawyers Association, które łączą praktyków i umożliwiają wymianę realnych doświadczeń.

Dlaczego studenci powinni poznać tę ścieżkę wcześniej?

Kiedy studenci pytają: „Dlaczego na studiach nikt nie mówi nam o pracy in-house?”, odpowiadam: „Bo studia uczą prawa, a nie zawodów prawniczych”. Ale zmieniający się rynek pokazuje, że czas to zmienić. Rola prawnika wewnętrznego rośnie z roku na rok, a zapotrzebowanie rynku pracy staje się jasnym sygnałem – to jedna z najważniejszych i najbardziej praktycznych ról prawniczych w najbliższych latach.

Jeżeli chcemy edukować przyszłych prawników w sposób odpowiadający realiom współczesnego rynku, ścieżka in-house powinna znaleźć swoje miejsce nie tylko w debatach branżowych, lecz także w programach studiów. To zawód, który daje młodym prawnikom możliwość rozwoju, odpowiedzialności i realnego wpływu – a o takich zawodach warto mówić głośno.

AUTORKA:

Iga Iwulska, wykładowca akademicki, kierownik studiów podyplomowych na Uniwersytecie SWPS. Autorka licznych publikacji naukowych, mentorka prawników in-house. Top 25 Women Lawyers in Business by Forbes 2024. Prezes Zarządu PILA Polish In-House Lawyers Association.