Aktualności

Wszystko, co chciałabym wiedzieć, zanim zaczęłam studia prawnicze

Zakończenie nauki w szkole średniej to bez wątpienia jeden z najbardziej przełomowych momentów w życiu. Stres maturalny, rozłąka z przyjaciółmi i to nieustające pytanie: co dalej? Choć niektórzy już od najmłodszych lat mają precyzyjną wizję swojej przyszłości, dla większości etap rekrutacji na studia i związana z nim konieczność życiowej rewolucji bywa źródłem ogromnego stresu.

Autorka:

Wiktoria Chmielewska, studentka IV roku prawa na Uniwersytecie WSB Merito w Gdańsku i Prezes Koła Naukowego Prawa Karnego UWSB. Interesuje się prawem karnym, medycznym i własności intelektualnej. Twórczyni treści na TikToku, gdzie jej studenckie treści śledzi ponad 140 tys. osób

Kierunek dla wybranych czy wyzwanie dla każdego?

W moim przypadku było podobnie. Mimo że byłam pewna wyboru kierunku, nie do końca zdawałam sobie sprawę, co mnie na nim czeka. Nie oszukujmy się – studia prawnicze wciąż są postrzegane jako wyjątkowo trudne. Wysokie progi punktowe, duża ilość materiału do nauki, konkurencja na rynku pracy i przede wszystkim perspektywa długich lat nauki – wszystko to sprawia, że prawo jest postrzegane jako kierunek dla wybranych.

Głowa w przepisach, nie przepisy w głowie

Teraz, kończąc już 4. rok nauki, wiem, że wiele z moich obaw było zupełnie nieuzasadnionych. Oczywiście prawo wymaga dyscypliny, ale nikt nie uczy się kodeksów na pamięć. Już na pierwszym roku usłyszałam od jednego z wykładowców, że nie sztuką jest mieć przepisy w głowie, a głowę w przepisach – i to właśnie okazało się kluczem do sukcesu. Choć wybierając ten kierunek, trzeba nastawić się na długie godziny spędzone przy książkach, to jednak bez problemu da się to pogodzić z życiem prywatnym.

Sesja bez walki o przetrwanie

Kolejną lekcją, którą dały mi te studia, jest systematyczność w nauce. To właśnie o niej chciałabym wiedzieć najwięcej na samym początku drogi. Przygotowanie się do egzaminu (chociażby z postępowania cywilnego) w kilka dni graniczy z cudem. Nawet jeśli uda się otrzymać pozytywną ocenę, to taka wiedza ulotni się błyskawicznie. Jeżeli jednak chcemy wynieść ze studiów coś więcej i faktycznie zrozumieć mechanizmy prawa, to systematyczność staje się fundamentem. Od kiedy to zrozumiałam, sesje przestały być walką o przetrwanie, a stały się spokojnym zwieńczeniem kilku miesięcy nauki i zdobytej wiedzy. Dziś uczę się, by zrozumieć, a nie tylko zdać i to daje mi ogromny komfort.

Notatki – mniej znaczy więcej

Będąc w liceum, miałam wrażenie, że robienie notatek mam opanowane do perfekcji. Pierwsza sesja jednak brutalnie zweryfikowała to przekonanie. Na prawie ilość materiału jest tak duża, że próba zapisania wszystkiego to prosta droga do frustracji. Moja rada? Przestań przepisywać kodeksy i podręczniki. Moje notatki zaczęły realnie ułatwiać mi naukę dopiero wtedy, gdy zrozumiałam, że więcej wcale nie znaczy lepiej. Zamiast zapełniać dziesiątki stron, zaczęłam sprowadzać materiał do najważniejszych punktów. Zapisuję tylko najważniejsze informacje, tak prosto, jak to tylko możliwe. Moje notatki przestały być kopią kodeksu, a stały się realnym wsparciem w powtórkach. Dzięki temu nauka idzie mi znacznie sprawniej.

Wykłady nieobowiązkowe, ale… ułatwiające życie?

Przejdźmy do kwestii, w której pewnie wielu studentów się ze mną nie zgodzi, a sama uważam ją za kluczową. Jak wiadomo, na większości uczelni wykłady są nieobowiązkowe, z czego studenci bardzo chętnie korzystają – sama należałam do tego grona. Z perspektywy czasu widzę jednak, że regularne odpuszczanie zajęć to błąd. Często to właśnie podczas wykładów padają przykłady i wyjaśnienia, które nagle rozjaśniają przepisy, których nie potrafiliśmy zrozumieć z samego kodeksu. Co więcej, wykładowcy naprawdę zauważają osoby, które regularnie uczestniczą w zajęciach. Skoro wybraliśmy ten kierunek z pasji, warto czerpać z wiedzy ekspertów, póki mamy ich na wyciągnięcie ręki. Warto też pomyśleć o aktywności w kołach naukowych. To tam teoria spotyka się z praktyką, a wy zyskujecie okazję do zdobycia pierwszych doświadczeń, które w przyszłości realnie wyróżnią was na rynku pracy.

Między kodeksem a życiem

Ostatnim, choć absolutnie kluczowym przesłaniem, którym chciałabym się podzielić, jest to, że w natłoku egzaminów, projektów i praktyk nie można zapomnieć o najważniejszym – o sobie i swoim zdrowiu psychicznym. Oczywiście, zdanie wszystkiego w pierwszym terminie daje ogromną satysfakcję, ale jeśli powinie Ci się noga, wiedz, że to nie koniec świata. Po coś w końcu te drugie terminy istnieją. Pamiętaj: poprawka to nie wstyd, to po prostu kolejna szansa. Kluczem do przetrwania na prawie jest balans. Nie trać pewności siebie tylko dlatego, że jakiś egzamin nie poszedł po twojej myśli albo dany temat wydaje się czarną magią. Sama decyzja o podjęciu tych studiów była aktem odwagi – to wymagający kierunek, więc chwile zwątpienia są czymś zupełnie naturalnym. Daj sobie czas na adaptację, bo przeskok między szkołą średnią a uniwersytetem jest ogromny. Na koniec moja najważniejsza rada: znajdź swoich ludzi. Otaczaj się osobami, które mają podobne ambicje i wartości. Ja tak zrobiłam i dzięki temu zyskałam nie tylko cudownych przyjaciół, ale też idealnych kompanów do nauki, którzy motywują mnie i ciągną w górę, gdy przychodzi gorszy moment.

Wiem, że początki mogą przerażać, ale spokojnie z czasem wszystko się ułoży i będzie łatwiej niż ci się wydaje. Najważniejsze to nie zapominać o sobie w tym całym naukowym szaleństwie. Życzę powodzenia każdemu, kto zdecyduje się wybrać ten kierunek!