Czy dobrzy prawnicy powinni bronić złych ludzi?
Czy prawnicy powinni bronić osób powszechnie uznawanych za „złe”, ryzykując reputację i sprzeciw opinii publicznej? Alan Dershowitz – jeden z najsłynniejszych amerykańskich konstytucjonalistów, emerytowany profesor prawa z Harvardu i kontrowersyjny obrońca znanych postaci – analizuje ten dylemat przez pryzmat prawa do obrony i wolności słowa, pokazując, jak wygląda zderzenie zawodowego obowiązku z presją społeczną.
AUTOR
Alan Dershowitz, amerykański prawnik, znany obrońca swobód obywatelskich, zwłaszcza wolności słowa. W 1967 r. został najmłodszym profesorem na Uniwersytecie Harvarda. Odegrał kluczową rolę w głośnych i kontrowersyjnych sprawach sądowych z udziałem gwiazd i polityków takich jak m.in. O.J. Simpson, Mike Tyson czy Donald Trump. Obecnie komentuje bieżące wydarzenia polityczne i prawne – jego podcastu The Dershow słuchają setki tysięcy ludzi na całym świecie. Napisał książkę „Listy do młodego prawnika” (Warszawa 2025), która ukazała się w Polsce w przekładzie r.pr. Juliana Bąkowskiego oraz adw. Wojciecha Bergiera.
https://www.ksiegarnia.beck.pl/23116-listy-do-mlodego-prawnika-alan-dershowitz
Kilka lat temu moja żona była stroną drobnego postępowania sądowego. Spór został skierowany do mediacji, gdzie obie strony były reprezentowane przez świetnych prawników. Adwokat strony przeciwnej był zaniepokojony, chciał załatwić sprawę ugodowo, ponieważ moja żona wyraźnie miała rację, zarówno pod względem prawnym, jak i moralnym (zgodziliśmy się na mediację tylko dlatego, że postępowanie sądowe, które byśmy wygrali, byłoby niesamowicie czasochłonne i kosztowne). Byłem obecny podczas mediacji, aby wspierać moją żonę, która jest psychologiem, a nie prawnikiem. Pełnomocnik strony przeciwnej był, moim zdaniem, szczególnie miły i niezwykle uprzejmy, ale z zapałem reprezentował swojego klienta – wyjątkowo nieuczciwe przedsiębiorstwo. Podczas pierwszej przerwy moja żona, która rzadko ma negatywne zdanie o kimkolwiek, była wściekła na pełnomocnika przeciwnika. „Jak on może reprezentować tych ludzi?” – fuknęła. „Czy on nie wie, że występuje po złej stronie? Jak on może sypiać w nocy?”.
Gdy tylko wypowiedziała to ostatnie retoryczne pytanie, uśmiechnęła się, bo zdała sobie sprawę, że powiedziała to samo, co ludzie mówią o mnie, gdy reprezentuję klientów, których oni uważają za winnych, złych lub niemających racji. Dopiero kiedy wygrała sprawę, zawierając korzystną ugodę, naprawdę ochłonęła i uznała, że prawnik strony przeciwnej po prostu wykonywał swoją pracę. „Chyba zrównuję go z jego klientem” – powiedziała moja żona z zakłopotaniem. „To samo robią tobie”.
Wyobraź sobie system prawny, w którym adwokaci byliby utożsamiani z bronionymi przez nich klientami i potępiani za reprezentowanie kontrowersyjnych lub znienawidzonych oskarżonych. W rzeczywistości nie potrzeba do tego celu wyjątkowo bujnej wyobraźni, ponieważ historia przypomina nam, że niecałe pół wieku temu mainstreamowi prawnicy byli przez zastraszanie zniechęcani do bronienia rzekomych komunistów, którzy padali ofiarami „polowań na czarownice”, stając przed Kongresem i mierząc się z wpisywaniem na czarne listy, zakładaniem spraw karnych i egzekucji. Senator Joseph McCarthy i miliony Amerykanów – w tym wielu prawników, profesorów prawa i członków stowarzyszeń adwokackich – popierali te ataki na „komuchosympatyzujących” prawników, sprawiając, że niemożliwe stało się dla przyzwoitych adwokatów, gardzących komunizmem, ale stojących na straży wolności obywatelskich i praw konstytucyjnych każdego, bronienie oskarżonych komunistów bez ryzykowania własnych karier.
Dorastałem w czasach, gdy Julius i Ethel Rosenbergowie byli oskarżani o bycie radzieckimi szpiegami, którzy zdradzili tajemnicę bomby atomowej naszym arcywrogom. Bronił ich ideolog komunistyczny z niewielkim doświadczeniem w sprawach karnych. Zapewnił im nieudolną obronę, która poskutkowała straszliwą pomyłką sądową, potwierdzoną niedawno sowieckimi materiałami wywiadowczymi. Wydaje się teraz jasne, że rząd wrobił Ethel Rosenberg, daremnie próbując zmusić jej męża, który był drobnym szpiegiem, do ujawnienia nazwisk jego wspólników (poważnych szpiegów). Nie ma pewności, czy zdolny i gorliwy mainstreamowy adwokat mógłby uratować któreś z Rosenbergów (lub oboje) przed krzesłem elektrycznym, ale z pewnością powinniśmy wciąż czuć niesmak tych makkartystycznych ataków na prawników, które mogły się przyczynić do wymierzenia straszliwej niesprawiedliwości – i do stanowienia bardzo złego prawa – w sprawie Rosenbergów i innych sprawach z lat 40. i 50. XX wieku.
W wielu częściach świata nadal trudno o to, aby znienawidzony oskarżony był reprezentowany przez mainstreamowego prawnika, ponieważ wiele narodów – nawet demokracji stylu zachodniego – nie zna tradycji apolitycznej lub libertariańsko-obywatelskiej reprezentacji. Na przykład w Izraelu, który ma doskonały system prawny, prawicowi adwokaci zazwyczaj reprezentują prawicowców oskarżonych o przestępstwa polityczne, podczas gdy lewicowi adwokaci zazwyczaj reprezentują lewicowców i Palestyńczyków oskarżonych o takie przestępstwa (ta sytuacja nieco się poprawiła w ostatnich latach dzięki rozwijającemu się systemowi pomocy prawnej). To ideologiczne podejście do zastępstwa procesowego tworzy błędne koło oczekiwania, że prawnicy będą podzielać poglądy polityczne swoich klientów. Skutkuje to rozłamem wedle linii podziałów ideologicznych adwokatury, której brakuje neutralnego oddania ochronie wolności obywatelskich każdego. Podobna sytuacja ma miejsce we Francji, we Włoszech i w niektórych innych krajach europejskich.
Nasz naród został pobłogosławiony tradycją gorliwej adwokatury, która jest zaangażowana w obronę wolności obywatelskich każdego, niezależnie od jego poglądów, prowadzonej przezeń polityki czy charakteru oskarżenia. John Adams, Abraham Lincoln i Clarence Darrow stali się uosobieniem tego podejścia. Adams reprezentował brytyjskich żołnierzy, którzy wzięli udział w masakrze bostońskiej[1]; Lincoln i Darrow reprezentowali najszerszy wachlarz klientów, od korporacji po zwykłych przestępców i uciśnionych. Byłoby straszliwą tragedią, gdybyśmy mieli zrezygnować z tej szlachetnej tradycji na rzecz tych, którzy są tak pewni swojej zdolności do poznania prawdy, że stają się zbyt niecierpliwi wobec często niedoskonałych i powolnych młynów sprawiedliwości. Wielki sędzia Learned Hand zauważył kiedyś, że „duch wolności to duch, który nie jest nazbyt pewny, że ma rację”.
Rzadko się zdarza, aby absolutna prawda wyraźnie leżała po jednej ze stron. Większość spraw zawiera w sobie odcień szarości, który jest stopniowalny. Tyczy się to z pewnością większości spraw, w których brałem udział w swojej karierze. Nawet w sprawach czarno-białych – albo oskarżony coś zrobił, albo nie – często jest miejsce na niezgodę, a rolą adwokata jest gorliwie przedstawiać perspektywę klienta w granicach prawa i etyki. Gorliwa reprezentacja wymaga podporządkowania wszystkich innych interesów – ideologicznych, zawodowych, osobistych – uzasadnionemu interesowi klienta. Jesteś chirurgiem na sali operacyjnej, którego jedynym celem jest uratowanie pacjenta, niezależnie od tego, czy ten pacjent jest dobrą osobą czy złą, świętym czy przestępcą. Niezwykle rzadka jest sytuacja, w której adwokat jest pewien, że jego klient jest winny i nie ma żadnych okoliczności łagodzących. W większości takich spraw adwokat będzie próbował przekonać oskarżonego do zawarcia ugody obrończej – nie dlatego, że jest to najlepsze dla społeczeństwa czy dla systemu prawnego, ale dlatego, że jest to najlepsze dla klienta.
Mając na uwadze te ogólne rozważania, ważne jest, aby zasugerować kilka rozróżnień między typami reprezentacji prawnej. Na szczycie spraw, które powinny być bronione z zapałem bez względu na ideologię, znajdują się sprawy związane z wolnością słowa i sprawy karne. Z pewnością ci z nas, którzy bronią wolności słowa dla wszystkich – w tym ekstremistów zarówno prawicowych, jak i lewicowych, dostarczycieli materiałów o tematyce seksualnej oraz gazet, które popełniają bezwiedne błędy – nie powinni być tym samym uznawani za aprobujących treści, które rząd chce cenzurować. Ci z nas, którzy sprzeciwiali się wysiłkom miasta Skokie, aby cenzurować nazistów, nie sympatyzowali z nazistami; sprzeciwialiśmy się cenzurze nawet najbardziej nikczemnych i fałszywych idei. Powinno być równie oczywiste, że jeśli bronimy ludzi, którym grozi egzekucja lub długoletnie więzienie, to nie oznacza, że sprzyjamy morderstwom, gwałtom, rabunkom lub przestępstwom korporacyjnym. Osobiście gardzę przestępcami i zawsze kibicuję dobrym ludziom – chyba że reprezentuję jednego z tych złych. Wierzymy w amerykański wymiar sprawiedliwości, który wymaga gorliwej obrony, skrupulatnego przestrzegania gwarancji konstytucyjnych i rządów prawa. Rozumiemy, że większość osób postawionych przed sądem za ciężkie przestępstwa jest faktycznie winna. Dzięki Bogu! Czy ktoś chciałby żyć w kraju, w którym większość oskarżonych o przestępstwa byłaby niewinna? Tak może być w Iranie i Libii, ale z pewnością nie można tego powiedzieć o Stanach Zjednoczonych. Aby utrzymać ten stan rzeczy, każdy oskarżony – niezależnie od prawdopodobieństwa jego winy, niepopularności czy ubóstwa – musi być z zaangażowaniem broniony w granicach zasad etyki. Skandalem nie jest to, że bogaci są gorliwie bronieni; skandalem jest to, że biedni i klasa średnia nie są. Więcej zasobów powinno być przeznaczonych na obronę tych, którzy nie mogą sobie pozwolić na podważanie oskarżenia i ujawnianie słabości dowodów przedstawionych przeciwko nim. W istocie w więzieniach i w celach śmierci znajdują się niewinni ludzie i nie jest dziełem przypadku, że większość z nich jest uboga i niezdolna do zapewnienia sobie skutecznych usług adwokackich. Dlatego poświęcam połowę swojego czasu na prowadzenie spraw pro bono. Wielu innych adwokatów również świadczy darmowe zastępstwa procesowe, ale nie jest to wystarczające, aby doprowadzić do stanu, w którym żaden oskarżony nie stanie w obliczu egzekucji lub długoletniego więzienia bez gorliwej obrony podejmowanej na jego rzecz. Jeśli adwokaci będą odstraszani od podejmowania się niepopularnych spraw karnych, już i tak poważny problem niewystarczającej reprezentacji osiągnie kryzysowe rozmiary. Nie ma pewniejszego sposobu na zastraszenie młodego adwokata, który rozważa podjęcie obrony oskarżonego w sprawie o morderstwo lub gwałt, niż oskarżenie go o sympatyzowanie z morderstwem lub nadużyciami seksualnymi (jak miało to miejsce w moim przypadku, gdy dołączyłem do zespołu obrońców O.J. Simpsona).
Oczywiście adwokat ma prawną i etyczną możliwość odmowy reprezentowania niepopularnego i pogardzanego oskarżonego, którego uważa za winnego[2]. Nasuwa się jednak pytanie, czy pożądanym stanem jest to, aby przyzwoity adwokat korzystał z tej opcji na podstawie kryteriów aktualnie obowiązującej poprawności politycznej, wiedząc, że poprawność ta od czasu do czasu ulega zmianom. Dziś popularne jest reprezentowanie komunistów, ponieważ komunizm nie stanowi zagrożenia, ale niepopularne jest reprezentowanie islamskich fundamentalistów oskarżanych o terroryzm. Uważam, że żaden adwokat nie powinien odrzucać sprawy konstytucyjnej lub karnej tylko z tego powodu, że sprawa lub klient są uznawani za politycznie niepoprawnych, ponieważ – między innymi – doprowadzi to do upadku wolności obywatelskich i do wytworzenia palestry tak podzielonej wzdłuż linii podziałów ideologicznych, że oskarżeni, którzy najbardziej potrzebują zastępstwa procesowego, zostaną relegowani do ideologów prawniczych, którzy często wierzą, że zapał polityczny stanowi substytut przygotowania i profesjonalizmu.
Wiele lat temu miałem zatarg z bostońskim oddziałem Gildii Prawników (Lawyers Guild), lewicową grupą, która uznała, że reprezentowanie oskarżonych o gwałt jest politycznie niepoprawne. Zmienili swoje stanowisko dopiero po tym, jak Afroamerykanin został oskarżony o seryjne gwałty na białych kobietach, a sam twierdził, że był ofiarą rasistowskiej błędnej identyfikacji.
Sprawy związane z wolnością słowa i sprawy karne różnią się od spraw sprowadzających się do stałego osiągania korzyści finansowych z niemoralnego postępowania. Adwokat, który udziela stałej pomocy prawnej kartelowi kokainowemu, działa w rzeczywistości jako „consigliere”, bierze udział w procederze przestępczym. Grupa przestępcza nie ma prawa do korzystania ze stałego doradztwa mającego na celu unikanie aresztowań i zwiększanie nielegalnych zysków. Wielu prawników uważa przemysł tytoniowy za niedający się odróżnić od mafii (choć ostatnie ugody sugerują, że nawet prawnicy od papierosów mogą czasami pomóc swoim klientom postąpić właściwie, nawet jeśli byli powodowani tylko egoistycznymi pobudkami). Korporacje, którym nie postawiono zarzutów przestępstw, nie mają takich samych praw wynikających z Szóstej Poprawki jak oskarżeni przestępcy ani też nie mają takich samych praw wynikających z Pierwszej Poprawki jak ci, którzy stają w obliczu cenzury rządowej. Jednak i tak wszyscy jesteśmy w lepszej sytuacji, mając system prawny, w którym korzystania z ważnych uprawnień nikomu się nie odmawia bez zapewnienia mu prawa do obrony przez gorliwego adwokata. Jeśli – tak jak przejściowo miało to miejsce w czasach McCarthy’ego – odejdziemy od amerykańskiej tradycji, w której prawnicy bronią tych, z którymi się zdecydowanie nie zgadzają, osłabimy nasze zaangażowanie w rządy prawa. To, co jest dziś popularne, jutro może zostać znienawidzone. Wystrzegaj się podejścia, które ogranicza świadczenie usług adwokackich do tego, co odpowiada standardom politycznej poprawności.
Niedawna sprawa w Massachusetts wprowadziła ograniczenia dotyczące uznania adwokackiego w zakresie możliwości odmowy przyjęcia sprawy. Feministyczna prawniczka, specjalizująca się w reprezentowaniu kobiet w sprawach rozwodowych, odmówiła reprezentowania mężczyzny, który był pielęgniarzem i ubiegał się o wsparcie finansowe od swojej zamożnej żony lekarki. Prawniczka powiedziała mężczyźnie, że nie przyjmuje męskich klientów w sprawach rozwodowych. Komisja Przeciw Dyskryminacji Massachusetts orzekła przeciwko prawniczce, stwierdzając, że „adwokat, oferując swoje usługi jako publicznie dostępne, nie może odrzucić potencjalnego klienta wyłącznie na podstawie jego płci lub innego chronionego atrybutu”. Oczywiście ta sytuacja różni się od sytuacji, w której adwokat odmawia przyjęcia sprawy z powodów politycznych lub ideologicznych, ale wskazuje na to, że adwokaci nie mają pełnej uznaniowości w odmawianiu przyjmowania spraw z jakiegokolwiek powodu. Dokonując wyboru klientów, adwokat może być feministą, ale nie seksistą. Różnica jest może subtelna, ale istnieje. Adwokaci w Massachusetts, podobnie jak w innych stanach, podlegają pod ustawodawstwo cywilnoprawne i prawa o usługach publicznych, z których niektóre zabraniają dyskryminacji ze względu na religię, wyznanie i przynależność polityczną. Lekarze i dentyści nie mają prawa odmawiać przyjmowania pacjentów, którzy chorowali na AIDS lub którymi gardzą ze względów politycznych. Zasadne jest więc pytanie, dlaczego adwokaci mieliby mieć większą swobodę dyskryminowania klientów niż inni profesjonaliści.
Koniec końców, mam nadzieję, że adwokaci nie będą potrzebować żadnych regulacji, aby wiedzieć, że powinni reprezentować tych, którzy najbardziej potrzebują gorliwej obrony, bez względu na płeć, rasę, ideologię, położenie ekonomiczne czy popularność. Takie podejście przyczyni się do ukształtowania lepszego systemu prawnego i bardziej wolnej Ameryki.
Jedyną rzeczą, której adwokat nigdy zrobić nie może, to przyjąć sprawę, a następnie prowadzić ją bez zapału. Choć nie ma konkretnych kryteriów mierzenia zapału, istnieją ogólne wytyczne. Jak wyjaśnię później, bycie czyimś adwokatem różni się od bycia czyimś przyjacielem. Dla przyjaciela lub krewnego możesz być gotów poświęcić swoje życie, wolność lub majątek. Nie musisz – i nie powinieneś – robić tego dla klienta, nawet jeśli go lubisz. Żarliwa obrona ma granice narzucone przez prawo, etykę i zdrowy rozsądek. Wiemy, co oznacza obrona bez zapału: wystarczy spojrzeć na niektórych adwokatów, którzy występowali w procesach oskarżonych zagrożonych karą śmierci w Teksasie! Kilku zasnęło podczas procesu. Inni nie poczynili żadnych starań, żeby przygotować się do sprawy. Wielu sędziów woli adwokatów mało zaangażowanych od adwokatów zaangażowanych nadmiernie. Dlatego wyznaczają z urzędu tych pierwszych – którzy ułatwiają im pracę, gdy swą rolę rozumieją jako skazywanie na śmierć jak największej liczby oskarżonych. Nadmiernie zaangażowani adwokaci są dla niektórych sędziów prawdziwymi wrzodami na tyłku. Wiem, ponieważ sam nim jestem. Utrudniamy im pracę, kwestionując zarzuty, domagając się przestrzegania prawa i podważając ustalenia prokuratury, o ile jest to w najlepszym interesie klienta (zarówno krótko-, jak i długoterminowym). Jest to sedno właściwego określenia gorliwej obrony: zawsze musi być realizowana w uzasadnionym interesie klienta. Jej celem nie jest sprawienie, byś ty czuł się dobrze czy utwierdzał w mniemaniu, że jesteś człowiekiem prawym, ale pomoc klientowi w wygranej wszelkimi środkami mieszczącymi się w granicach etyki i prawa.
Fragment pochodzi z książki Alana Dershowitza „Listy do młodego prawnika” w przekładzie r.pr. Juliana Bąkowskiego oraz adw. Wojciecha Bergiera (Warszawa 2025).
https://www.ksiegarnia.beck.pl/23116-listy-do-mlodego-prawnika-alan-dershowitz
[1] Masakra bostońska miała miejsce 5 marca 1770 r. w Bostonie, była istotnym wydarzeniem prowadzącym do rewolucji amerykańskiej. Konflikt wybuchł z powodu napięć między mieszkańcami Bostonu a brytyjskimi żołnierzami na tle polityki celnej. Sytuacja zaostrzyła się, gdy koloniści zaczęli wyzywać żołnierzy i rzucać w nich śnieżkami, co skłoniło żołnierzy do otwarcia ognia. W rezultacie zginęło pięć osób, w tym Crispus Attucks, znany działacz antybrytyjski. To wydarzenie stało się symbolem oporu wobec brytyjskiej władzy i polityki podatkowej, potęgując nastroje rewolucyjne w kolonii. Propaganda, w tym prace Samuela Adamsa i rysunek Paula Revere’a, przyczyniły się do mobilizacji opinii publicznej przeciwko Brytyjczykom. Masakra bostońska jest często uznawana za jedno z kluczowych wydarzeń prowadzących do wybuchu amerykańskiej rewolucji w 1775 r. [Przyp. tłum.]
[2] W Polsce adwokat nie ma takiego prawa, powołanie się na taką argumentację z pewnością nie zostałoby uznane za „ważną przyczynę” odmowy udzielenia pomocy prawnej. [Przyp. tłum.]