Aktualności

Uznany za niewinnego

Tekst pochodzi z numeru: 2, rok akademicki 2021/2022

adw. Jacek Dubois

Przez pojęcie prawa w ujęciu przedmiotowym, zgodnie z definicją z Wikipedii, rozumie się system norm prawnych, czyli ogólnych, abstrakcyjnych i jednoznacznych dyrektyw postępowania, które powstały w związku z istnieniem i funkcjonowaniem państwa lub innego uporządkowanego organizmu społecznego, ustanowionych lub uznanych przez właściwe organy władzy odpowiednio publicznej lub społecznej i przez te organy stosowane, w tym z użyciem przymusu. Jeśli istnieje prawo, siłą rzeczy muszą istnieć prawnicy, czyli osoby biegłe w prawie, które to prawo tworzą, nowelizują, interpretują, a także w sposób wszechstronny uczestniczą w jego egzekwowaniu.

Skoncentrujemy się na prawie karnym, czyli zespole przepisów prawnych normujących kwestie odpowiedzialności karnej człowieka za czyny zabronione pod groźbą kary. Naruszenie niektórych ustalonych reguł łączy się z sankcją karną. Żeby do tego doszło, niezbędne jest ustalenie, czy dana osoba jest istotnie winna zarzucanego jej czynu, a jeśli tak – wymierzenie jej kary adekwatnej do stopnia zawinienia. Jako pochodna tych obowiązków państwa z zakresu ścigania i karania sprawców przestępstw wyłoniły się zawody prawnicze. Należy wymienić je w kolejności, w której odgrywają one rolę w zakresie wykrywania, ścigania i osądzania sprawców przestępstw.

Rola prokuratury i prokuratora

By podjęte zostały działania wymiaru sprawiedliwości w zakresie ścigania sprawców przestępstw, niezbędne jest ustalenie, że doszło do czynu zabronionego. To rola prokuratora, ponieważ zgodnie z ustawą – Prawo o prokuraturze – to on wykonuje zadania w zakresie ścigania przestępstw oraz stoi na straży praworządności. Obowiązki te wykonywane są m.in. przez prowadzenie lub nadzorowanie postępowania przygotowawczego w sprawach karnych oraz sprawowania funkcji oskarżyciela przed sądami. Gdy prokuratura pozyska informacje, wydaje postanowienie o wszczęciu śledztwa, w którym określa się czyn będący przedmiotem postępowania oraz jego kwalifikację prawną. Prokuratura nie musi takiej decyzji podejmować od razu. Jeśli zachodzi taka potrzeba przed podjęciem decyzji może dokonać sprawdzenia faktów w tym zakresie. Podczas takich działań – tak zwanych działań sprawdzających – nie przeprowadza się dowodów z opinii biegłego ani czynności wymagających spisania protokołu z wyjątkiem przyjęcia ustnego zawiadomienia o przestępstwie. Wydanie postanowienia o wszczęciu śledztwa lub odmowie jego wszczęcia prokurator powinien wydać najpóźniej w ciągu 30 dni od otrzymania zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa. Wszczęte postępowanie może toczyć się w sprawie w sytuacji, gdy określony jest tylko czyn, którego postępowanie dotyczy albo przeciwko osobie, w przypadku gdy w związku z popełnionym czynem komuś postawiony został zarzut popełnienia przestępstwa. Z chwilą, gdy komuś postawiony zostaje zarzut, staje się on jako podejrzany stroną postępowania. Łączy się to z nałożeniem na niego wielu obowiązków wynikających z Kodeksu postępowania karnego, ale również z przyznaniem mu wielu uprawnień. Jednym z nich jest zagwarantowane konstytucyjnie prawo do obrony rozumiane dwojako – jako prawo do obrony własnych interesów przez przeciwstawianie się stawianym oskarżeniom oraz prawo do korzystania z pomocy obrońcy. Wtedy w postępowaniu pojawia się adwokat będący obrońcą podejrzanego.

Adwokatura, prawo do obrony

Zadania adwokata określa ustawa – Prawo o adwokaturze – zgodnie z którą adwokatura powołana jest do udzielania pomocy prawnej, współdziałania w ochronie praw i wolności obywatelskich oraz kształtowania i stosowania prawa. Każdy obywatel ma prawo korzystać z pomocy osób udzielających pomocy prawnej. Takie samo uprawnienie przysługuje zatem osobie, która już wcześniej – obawiając się odpowiedzialności za swoje czyny – chce uzyskać pomoc prawną. Udzielona w ten sposób porada, nawet przed formalnym postawieniem zarzutów stanowi tajemnicę obrończą i jest objęta całkowitym zakazem dowodowym, co oznacza, że obrońca nie może być zwolniony z obowiązku zachowania w tajemnicy informacji pozyskanych w trakcie udzielania pomocy prawnej nawet przez sąd.

Dopóki jednak osobie potencjalnie podejrzanej nie zostały postawione zarzuty, dopóty nie jest ona stroną postępowania, a więc nie może realizować prawa do obrony w tym postępowaniu. Jeżeli ma być przesłuchiwana w charakterze świadka, może jedynie korzystać w trakcie przesłuchania z pomocy pełnomocnika, jeśli wymaga tego jej interes prawny w toczącym się postępowaniu. Od momentu zaś postawienia jej zarzutu może korzystać z pomocy obrońcy i realizować swoje prawo do obrony, zwłaszcza przez prawo do składania wyjaśnień oraz inicjatywę dowodową.

Zakończenie postępowania przygotowawczego i uczestnictwo sądu

Wraz ze zgromadzeniem niezbędnych w sprawie dowodów kończy się postępowanie przygotowawcze. Po zapoznaniu stron ze zgromadzonym materiałem dowodowym prokurator musi podjąć końcową decyzję, która może polegać na umorzeniu postępowania w sytuacji, gdyby prokurator doszedł do wniosku, że czynu zabronionego nie popełniono albo nie ma dostatecznych danych wskazujących na jego popełnienie, bądź że czyn nie wypełnia znamion czynu zabronionego. W myśl ustawy sprawca nie popełnia przestępstwa, jeżeli społeczna szkodliwość czynu jest znikoma albo istnieją inne przesłanki wskazane w Kodeksie uniemożliwiające ściganie sprawcy, albo w sprawie miał miejsce kontratyp wyłączający odpowiedzialność karną sprawcy. W pozostałych przypadkach prokurator kończy postępowanie przygotowawcze, kierując akt oskarżenia do sądu.

Nie oznacza to oczywiście, że sąd nie uczestniczył w postępowaniu przygotowawczym. To sąd podejmuje na wniosek prokuratury decyzję w przedmiocie ewentualnego aresztowania podejrzanego i przedłużania jego trwania i to sąd rozstrzyga zażalenia na wskazane w Kodeksie postanowienia prokuratury. Są to jednak decyzje epizodyczne.

Dopiero z chwilą skierowania przez prokuraturę aktu oskarżenia sąd staje się gospodarzem sprawy i ją prowadzi. Jest to związane z obowiązującą w polskim procesie zasadą skargowości, zgodnie z którą wszczęcie postępowania sądowego następuje na żądanie uprawnionego oskarżyciela lub innego uprawnionego podmiotu.

Sąd związany jest skargą, co oznacza, że może prowadzić sprawę w takim zakresie, w jakim zarzuty zostały sformułowane przez oskarżyciela. W końcowym orzeczeniu sąd może zmienić zarówno opis czynu zaproponowany przez prokuratora, jak również kwalifikację prawną. Nie może jednak wyjść poza granice oskarżenia określone w zarzucie.

Obowiązki sędziego

Następnie pojawia się kolejny uczestnik postępowania, czyli sędzia wykonujący – zgodnie z ustawą – Prawo o ustroju sądów powszechnych – określone zadania z zakresu wymiaru sprawiedliwości. Ogólnie rzecz biorąc, zadaniem sędziego wskazanego do prowadzenia sprawy jest poprowadzenie jej zgodnie z regułami Kodeksu postępowania karnego i wydanie wyroku, w wyniku którego osoba niewinna nie zostanie pociągnięta do odpowiedzialności karnej, zaś sprawca czynu zostanie ukarany w sposób określony w ustawie, współmierny do stopnia jego zawinienia i społecznej szkodliwości popełnionego czynu. Udział oskarżonego w procesie to siłą rzeczy ograniczenie praw, do którego uprawnione jest państwo wobec swojego obywatela w przypadku, gdy zachodzi podejrzenie, że dopuścił on się czynu zabronionego. Ograniczenie polega na zobowiązaniu go do uczestniczenia w postępowaniu, w którym – gdyby miał możliwość wyboru – nie chciałby uczestniczyć. Nie zawsze musi się jednak łączyć z obowiązkiem jego osobistego uczestniczenia w rozprawie, to wchodzenie publicznie w jego osobiste, a często najintymniejsze sprawy i tajemnice. To ograniczenie to możliwość stosowania wobec podejrzanego środków zapobiegawczych łącznie z aresztem, a na koniec wydanie wyroku, który bardzo często oznacza pozbawienie wolności.

Słuszność decyzji i ryzyko błędu

Wolność jest jednym z najważniejszych praw człowieka i pozbawienie człowieka wolności jest jedną z największych dolegliwości, jaka może spotkać obywatela. Wobec zagrożenia tak ważnych dóbr państwo powinno przedsięwziąć wszystkie możliwe działania, by nie doszło do pomyłki sądowej, do której może dojść w wyniku błędu ludzkiego.

Do skazania osoby niewinnej może dojść zarówno w wyniku błędu ludzkiego, gdy sąd niewłaściwie oceni dowody, jak również w sytuacji zawinionej, gdy korzystając z przyznanej mu władzy, państwo chce zemścić się na swoim obywatelu. Żadna z opisanych sytuacji nie jest hipotetyczna. Pomyłki sądowe to nieodłączny element wymiaru sprawiedliwości, ludzie mylą się w swoich ocenach i dotyczy to też sędziów. Jednak poza niezawinioną pomyłką istnieje dla władzy duża pokusa, by użyć aparatu państwa nie w celu ścigania winnych, lecz do odwetu na obywatelach z nią skonfliktowanych. W sytuacji gdy działają wszystkie instytucje kontrolne demokratycznego państwa, takie działanie jest bardzo mało prawdopodobne, jednak im bardziej rządzący odchodzą od zasad demokracji, tym staje się to łatwiejsze. Aby wobec obywatela wszczęte zostało postępowanie, niezbędna jest decyzja prokuratora. Prokurator ocenia zatem, czy zarzucany komuś czyn jest w istocie zabroniony i czy dana osoba rzeczywiście go popełniła.

Zredukowanie ryzyka błędu wymaga wiedzy i doświadczenia, trudniejsze sprawy powinny być zatem prowadzone przez kompetentnego i doświadczonego prokuratora. Obecnie polityka państwa odeszła od przestrzegania tej reguły. System awansów i przydzielania spraw nie jest oparty na kryterium wiedzy i doświadczenia, ale na lojalności wobec władzy, która nie musi być poparta żadnymi umiejętnościami. Władzy podporządkowana jest prokuratura, a to naraża obywatela na jej niekompetencję.

Oskarżanie niewinnych może mieć charakter świadomego działania, ponieważ postawienie obywatela w stan oskarżenia łączy się z utratą zaufania, towarzyskim ostracyzmem, niemożliwością pełnienia określonych funkcji. Nie musi dojść do skazania, nawet same zarzuty mogą prowadzić do wyeliminowania go z życia publicznego. Za pomocą uległej prokuratury władza może eliminować osoby dla niej niewygodne. Żeby to uniemożliwić, należałoby oderwać prokuraturę od struktury władzy państwa. Nie jest to możliwe, ponieważ ściganie przestępców należy do obowiązków państwa, których nie może ono scedować na inny podmiot. Możliwe jest natomiast maksymalne odpolitycznienie prokuratury i uniezależnienie jej od bieżącej władzy politycznej. W tym celu przeprowadzona była reforma polegająca na oddzieleniu funkcji Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego, wskutek której prokurator generalny wybierany był na kadencję, podczas której stawał się niezależny od aktualnej władzy. Jeśli był człowiekiem niezależnym, mógł podejmować decyzje samodzielnie, opierając się wszelkim naciskom politycznym. Niestety po reformie z 2015 r. funkcje Ministra Sprawiedliwości i Prokuratora Generalnego ponownie połączono, a władza Prokuratora Generalnego została rozszerzona.

W konsekwencji na czele prokuratury stoi czynny polityk mający interes własny, by uderzać w przeciwników politycznych. Dodatkowo ma on wpływ na obsadę prokuratorskich stanowisk i od niego uzależnione są awanse poszczególnych prokuratorów. Doprowadziło to do patologicznej sytuacji, gdy władza wykonawcza całkowicie panuje nad tym, przeciwko komu i o co prowadzone będą postępowania karne, co samo w sobie sprawia, że prawa obywateli nie są prawidłowo zabezpieczone.

Gwarancją właściwej realizacji prawa do obrony jest adwokat odważnie działający na korzyść oskarżonego. Gwarancją jego odwagi jest to, że za swoje działania obrończe państwo nie może go pociągnąć do odpowiedzialności, ponieważ gwarantuje mu to immunitet adwokacki. Dzięki niemu korzysta on z wolności słowa i pisma oraz nie może być za ich nadużycie pociągnięty do odpowiedzialności karnej. Adwokacka wolność słowa nie jest nieograniczona i za przekroczenie zasad określonych w zbiorze etyki adwokat może odpowiadać przed sądem dyscyplinarnym. By jednak rządzący nie mogli mścić się na niewygodnym adwokacie, zgodnie z ustawą – Prawo o adwokaturze – odpowiada on przed sądami wybieranymi przez samorząd adwokacki. Ta gwarancja została naruszona przez powołanie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Wynika to z prostej zależności: kandydatów do Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego wskazuje KRS, która po zmianie prawa jest powoływana przez polityków. Obecnie władza ma pełny wpływ na obsadę KRS, a w konsekwencji na obsadę stanowisk w Izbie Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego. Taka patologiczna sytuacja zwielokrotnia szansę, że jej rozstrzygnięcia będą zgodne z oczekiwaniami władzy.

W procesie karnym najistotniejszy jest sąd, ponieważ to on wydaje wyroki, a od sędziów orzekających zależą losy oskarżonego. Niezbędne jest, żeby sędziowie orzekali zgodnie z własnym sumieniem i nikt nie miał wpływu na ich decyzje.

Podstawową gwarancją prawidłowo działającego wymiaru sprawiedliwości jest więc konstytucyjna zasada niezawisłości sędziowskiej, zgodnie z którą sędziowie, rozstrzygając sprawę, podlegają wyłącznie Konstytucji i ustawom oraz nie mogą być podawani żadnym naciskom – szczególnie ze strony władzy wykonawczej. By zasada ta mogła być w praktyce realizowana, Konstytucja przewiduje trójpodział władzy na – zgodnie z ideą Monteskiusza – władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą.

Obecnie, gdy Minister Sprawiedliwości ma wpływ na wyznaczanie sędziów na kierownicze stanowiska, gdy politycy wybierają skład KRS, a ta opiniuje awanse sędziów, natomiast na skład Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego rozstrzygającej o losach sędziów mają wpływ politycy, zasada trójpodziału władz, a w konsekwencji zasada niezawisłości sędziowskiej przestała prawidłowo funkcjonować. Tym samym oskarżeni stawający przed sądem zostają pozbawiani tych gwarancji, dzięki którym powinni mieć pewność, że ich proces będzie sprawiedliwy.

(Nie)najlepszy wymiar sprawiedliwości

Piszę o tym wszystkim dlatego, że dumą każdego demokratycznego państwa są prawnicy uczestniczący w wydawaniu sprawiedliwych wyroków. Poziom sądownictwa jest zatem jedną z przesłanek sprawności państwa i realizowania w tym państwie standardów demokracji. Państwo dbające o swój wizerunek stara się o jak najlepszy wymiar sprawiedliwości. Zaskoczeniem jest, że w ciągu ostatnich lat państwo, które we własnym interesie powinno dbać o własne elity prawnicze, postanowiło te elity skompromitować.

Po zmianie Prawa o prokuraturze i systemowym ubezwłasnowolnieniu prokuratorów przyszedł czas na sędziów. Przedstawianie ich jako przestępców, osoby z komunistyczną przeszłością i ludzi realizujących własne interesy, a nie stojących na straży sprawiedliwości, ma na celu zdyskredytowanie sędziów, co ma usprawiedliwiać zmianę ustaw dotyczących sądownictwa pod hasłem reformy wymiaru sprawiedliwości. W istocie do żadnych reform nie doszło, a rzeczywistym celem było uzależnienie sądów od władzy wykonawczej, czyli złamanie jednej z podstawowych zasad obowiązującej Konstytucji. Wobec opornych próbujących temu zapobiec podjęto działania represyjne w postaci postępowań dyscyplinarnych. Piszę o tym, by pokazać, że zdarzają się sytuacje, gdy prawnicy, których zadaniem jest uczestniczenie w wymiarze sprawiedliwości, mogą stać się przedmiotem jego zainteresowania.

O ile masowe zainteresowanie sędziami przez prokuratorów i rzeczników dyscyplinarnych trwa dopiero od kilku lat, o tyle zainteresowanie prokuratorów pracą adwokatów ma dużo dłuższą tradycję. Od czasu powołania instytucji świadka koronnego i małego świadka koronnego prokuratorzy bardzo często interesują się relacjami klienta i adwokata. Uczestniczący w procesie obrońca może zatem przed sądem słuchać odczytywania kilkunastostronicowego protokołu, w którym prokurator dopytuje się o rady, które oskarżony dostał od swojego obrońcy.

Wobec takiej metodologii pracy prokuratury od lat uczę aplikantów adwokackich, by udzielając porad prawnych, wyobrażali sobie, że uczestniczą w programie Big Brother. Zdarzają się również sytuacje, gdy w kancelarii zjawia się klient z zamontowanym podsłuchem. Taka ostrożność i świadomość, że nie powiedziało się żadnego niepotrzebnego słowa umożliwia spokojny sen.

Są jednak przypadki, gdy najdalej posunięta ostrożność we własnych działaniach nie pomoże i prawnik staje się przedmiotem zainteresowania organów ścigania. Jak powinien się w takiej sytuacji zachować, czy znajomość procedur prawnych i prawa karnego przeszkadza czy pomaga w obronie własnej, czy prawnik powinien bronić się sam czy powinien skorzystać z pomocy innego fachowca? Czy prawnik może liczyć na uczciwy proces, gdy będzie sądzony? Wreszcie – czy wymiar sprawiedliwości zawsze jest sprawiedliwy, a sąd niezawisły? Na te wszystkie pytania stara się odpowiedzieć reżyser Alan J. Pakula w filmie „Uznany za niewinnego”.

Uznany za niewinnego

W pierwszym kadrze filmu widzimy salę sądową, fotele sędziów przysięgłych i słyszymy monolog niewidocznego mężczyzny:

– Jestem prokuratorem i, jak to w tym zawodzie, oskarżam, sądzę i karzę. Poszukuję dowodów i decyduję, kogo obciążyć zarzutami i postawić go na tej sali, gdzie osądzą go jemu równi.

Początek tego nie najtrafniejszego monologu brzmi jak marzenie inkwizytora. Wszak to inkwizycja łączyła w jednej sprawie funkcje śledczego, sędziego i kata. To inkwizytor oskarżał, następnie sądził i wykonywał karę. Nowoczesny proces rozdzielił te funkcje. Dlatego prawdą jest, że prokurator oskarża. Dokonuje swoistego przedsądu, decydując, kogo postawić w stan oskarżenia. Jednak osoba, której postawione zostaną zarzuty korzysta z domniemania niewinności, co oznacza, że dopóki nie zostanie skazana prawomocnym wyrokiem traktuje się ją jako osobę niewinną. Niemniej sam fakt, że komuś zostaną postawione zarzuty może spowodować dla tej osoby nieodwracalne szkody, może zniszczyć jej karierę i z tego punktu widzenia prokurator istotnie może kogoś skazać jeszcze przed rozpoczęciem procesu. Z punktu widzenia prawa osoba pod zarzutami chroniona jest przez domniemanie niewinności, lecz przez opinię publiczną może zostać skazana. Prokurator ma wielką moc niszczenia. Duża część praktyków ma wątpliwości, czy samo postawienie zarzutów może odbywać się poza kontrolą sądu i być jedynie prerogatywą prokuratora, czyli osoby związanej z władzą wykonawczą i często reprezentującą jej interesy. Problem ten rozwiązałoby przywrócenie instytucji sędziego śledczego i poddanie postanowień o przedstawieniu zarzutu kontroli sądu. Gdyby podejrzany miał prawo złożenia zażalenia na takie postanowienie, sąd weryfikowałby, czy istotnie są podstawy do przedstawieniu komuś zarzutu i uchylałby takie postanowienie, gdy w zgromadzonym przez prokuratora materiale dowodowym nie było podstaw do wnioskowania, że dana osoba popełniła czyn zabroniony.

– Przedstawiamy dowody przysięgłym, a oni je rozpatrują – kontynuuje monolog prokurator – Musimy ustalić, co naprawdę się stało. Jeśli nie zdołają, nie będzie wiadomo, czy oskarżony zasługuje na wolność czy na karę. Jeśli nie dojdą prawdy, czy można liczyć na sprawiedliwość?

Gdyby takie rozważania prowadził zwykły obywatel, byłyby one godne uwagi. Prawnik wie, że procedura karna daje na nie jasne odpowiedzi. Celem procesu karnego jest to, by sprawca przestępstwa został wykryty i pociągnięty do odpowiedzialności, a osoba niewinna takiej odpowiedzialności nie poniosła. O tym, że ktoś jest winny, możemy mówić dopiero wtedy, gdy jego wina zostanie udowodniona i stwierdzona prawomocnym wyrokiem. By kogoś skazać, sąd nie może mieć żadnych wątpliwości, a gdy takie się pojawią, muszą być rozstrzygnięte na korzyść oskarżonego. Gdy nie wiadomo, co się stało, nie można wydać wyroku skazującego, bo wtedy osoba niewinna mogłaby zostać ukarana. Wyrok może być jednak niesprawiedliwy, bo osoba winna na skutek wątpliwości uniknie odpowiedzialności, a jednocześnie będzie on sprawiedliwy proceduralnie, czyli wydany zgodnie z zasadami stosowanymi wobec wszystkich.

W końcu poznajemy bohatera – prokurator Rusty Sabich je śniadanie ze swoją żona Barbarą, czytając relacje z przedwyborczej debaty, w której jego szef Raymond Horgan starł się z Nico Guardią w walce o wybór na stanowisko Prokuratora Okręgowego. Ubiegający się o urząd Guardia zarzuca aktualnemu prokuratorowi, że pozostaje w oderwaniu od rzeczywistości i oddał pole zbirom, przestępcom i rozmemłanym chuliganom.

Gdy Sabich dociera do biura, sekretarka przekazuje mu kopertę z anonimową kartką, na której napisane jest: „Przestań. Wiem, że to Ty”. Nie ma jednak czasu zastanawiać się nad jej treścią, bo zostaje wezwany do swojego szefa Horgana, od którego dowiaduje się, że ich współpracownica, prokurator Carolyn Polhemus została zamordowana. Ciało znalazła gosposia. Z pierwszych oględzin wynika, że ktoś wdarł się do jej domu, zgwałcił ją, związał i udusił. Nie znaleziono śladów wtargnięcia ani walki ofiary z napastnikiem. Szef poleca, by Sabich poprowadził tę sprawę.

Prokurator od razu idzie do gabinetu zamordowanej, gdzie w jej komputerze znajduje w spisie spraw z niewykrytym sprawcą notatkę o sprawie korupcyjnej, którą prowadziła. Carolyn nie prowadziła spraw korupcyjnych, więc zainteresowany prokurator chce zajrzeć do akt, jednak nie może ich odnaleźć. Poszukiwania przerywa mu policjant, z którym mają prowadzić sprawę. Policjant pokazuje mu zdjęcia denatki związanej w taki sposób, że pod wpływem ruchu pętla zaciskała się na szyi zmarłej.

– Czegoś tu nie rozumiem – komentuje policjant. – Ona nie zostawiała otwartych drzwi ani okien. Poczęstowała go piwem jak gościa. Szklanka jest w laboratorium, sprawdzamy odciski. To musiał być ktoś, kogo znała.

Po wyjściu policjanta Sabich pali anonim, który rano dostał pocztą. Wieczorem, gdy w telewizji ogląda informacje o zabójstwie, dochodzi do scysji z żoną.

– Ty prowadzisz śledztwo – ma pretensje żona – Na półtorej setki prokuratorów nie było żadnego, który by jej nie grzmocił. Powiedziałeś Horganowi, że to sprzeczność interesów? Jak łatwo cię przejrzeć. Chcesz to przeżyć od nowa, ona nie żyje, ale ty wciąż masz obsesję.

Jeśli Sabich miał romans z zamordowaną, nie powinien prowadzić tej sprawy i gdy mu ją powierzono, należało złożyć oświadczenie, że się z niej wyłącza. Po pogrzebie Sabich wypytuje szefa, czy dał do prowadzenia zamordowanej jakąś sprawę korupcyjną. Horgan jednak unika odpowiedzi. W końcu, pod presją szef ulega i daje Sabichowi zaginione akta. Sprawa dotyczy anonimu, który wpłynął do prokuratury, informującego o łapówce, która miała być wręczona przed pięciu laty w zamian za umorzenie jednej ze spraw.

Po rozmowie z szefem Sabich spotyka się ze śledczym, od którego dowiaduje się, że zgodnie z opinią biegłych z układu znalezionych w ciele zmarłej plemników wynika, że sprawca, który ją zgwałcił, musiał być bezpłodny. Normalnie plemniki przemieszczają się do macicy, co w tym przypadku nie nastąpiło. Ustalono natomiast, że sprawca miał krew grupy A.

– To tak jak ja – stwierdza Sabich.

– Ale ty masz dziecko – przypomina mu śledczy.  Po czym informuje, że ma wykaz jej połączeń telefonicznych, na którym odnotowano wiele połączeń z domowym numerem Sabicha.

– To ja często dzwoniłem od niej do Barbary, tłumacząc, że się spóźnię. Gdyby Barbara to zobaczyła, pękłaby ze złości – informuje Sabich i prosi o nieujawnianie tych bilingów.

Ta rozmowa to najlepszy przykład, dlaczego Sabich nie może prowadzić tej sprawy. Powstaje w niej konflikt jego interesów prywatnych ze służbowymi. Bilingi są dowodem w sprawie, a zatem ich ukrywanie i nakłanianie do ich ukrywania może zostać uznane za czyn zabroniony polegający na utrudnianiu postępowania. W ten sposób Sabich z prokuratora zamienia się w potencjalnego przestępcę.

W trakcie rozmowy z lekarzem przeprowadzającym sekcję zwłok Sabich dowiaduje się, że kobieta została związana dopiero po śmierci spowodowanej licznymi urazami głowy. Do gwałtu nie doszło – ofiara miała w pochwie środki plemnikobójcze i dlatego znalezione plemniki były martwe. Ktoś musiał jej zabrać po zabójstwie krążek. Zdaniem lekarza zdarzenie przebiegało w ten sposób, że odwiedził ją kochanek. Razem napili się i uprawiali seks. Potem doszło do kłótni i gość uderzył ją czymś, potem upozorował gwałt, związał i usunął ­krążek.

Gdy prokurator zdaje Horganowi raport z poczynionych ustaleń, dowiaduje się od swojego szefa, że on również miał romans z Carolyn.

Następnego dnia Sabich dowiaduje się, że śledczy, z którym prowadził sprawę, został od niej odsunięty i wezwany do prokuratora. Nastąpiło to po odnalezieniu sprawy sprzed pięciu lat, której dotyczył anonim o wręczeniu łapówki w zamian za umorzenie sprawy, a które ktoś próbował usunąć z policyjnego archiwum nieświadomy tego, że pozostała ich kopia. W konsekwencji udało mu się ustalić, że łapówka została wręczona za umorzenie sprawy wobec mężczyzny, którego kuratorem wówczas była Carolyn Polhemus.

Gdy Sabich idzie z tym do Horgana, w jego gabinecie zastaje prokuratora Guardia i jego współpracownika Molto, którzy chcą z nim rozmawiać.

– Byłeś u Carolyn tego wieczoru, kiedy zginęła – atakuje Molto.

– Bzdura, siedziałem w domu z dzieckiem – broni się Sabich.

– Mamy twoje odciski palców na szklance, którą znaleziono przy zmarłej. Mamy też wykaz połączeń, o których kazałeś zapomnieć funkcjonariuszowi. Wydzwaniałeś do niej tamtego wieczoru, ona też dzwoniła z domu.

– Ty mówisz poważnie? – dopytuje się Sabich.

– Wiem, że to ty. To ty ją zabiłeś.

Po tej rozmowie prokurator jedzie naradzić się z żoną, co robić dalej. Sytuacja mało prawdopodobna, wszak znaleziono bardzo poważne dowody wskazujące, że on dokonał zabójstwa, a co więcej śledczy ujawnili te dowody przed potencjalnym podejrzanym. Jeśli dowody wskazują na to, że Sabich istotnie jest zabójcą, naturalne byłoby postawienie mu zarzutu, a następnie wystąpienie do sądu o zastosowanie aresztu. Jeśli dowody nie dawały na tym etapie podstaw do sformułowania zarzutu, to sprzeczne z interesem śledztwa było zapoznawanie z nimi na tym etapie postępowania potencjalnie podejrzanego.

Najważniejsze jednak, że żona decyduje się wspomóc męża. Pro­ponuje, by zastawili dom, aby opłacić adwokata.

Sabich, zastanawiając się co ma robić, przypomina sobie ostatnią fazę romansu z Carolyn. Namawiała go wtedy, by startował w wyborach na prokuratora okręgowego przeciwko Horganowi. Odmówił, tłumacząc, że nie stanie przeciwko swojemu szefowi. Niebawem Carolyn oświadczyła, że między nimi koniec. Później – jak wynikało ze słów Horgana – zaczęła spotykać się z nim. Sabich rozumie, że powodem ich romansu mógł być jego potencjalny awans – jeżeli on zostałby prokuratorem okręgowym, ona byłaby najpewniej jego zastępcą. Gdy on zdecydował, że nie jest zainteresowany kandydowaniem, nawiązała romans z Horganem, licząc, że przy nim zostanie zastępcą. To by wyjaśniało, dlaczego szef powierzył właśnie jej sprawę o korupcję. Zatem Carolyn prowadziła sprawę, która mogła dotyczyć jej samej.

Następnego dnia u Sabicha zjawiają się policjanci z nakazem przeszukania. Pobierają próbki ubrań i wykładzin, by porównać je ze śladami znalezionymi na miejscu zabójstwa. W tej sytuacji Sabich zatrudnia adwokata Alejando Sterna. Między obrońcą a klientem dochodzi do natychmiastowego sporu co do linii obrony.

– Nie będziesz zeznawał – decyduje obrońca.

– Mam powołać się na piątą poprawkę? Nie zgadzam się.

To jedna z milionów takich rozmów, jakie na przestrzeni dziejów musieli odbyć obrońcy ze swoimi klientami.

Zeznawać, czy nie zeznawać?

Doświadczeni adwokaci wiedzą, że często klient jest swoim największym wrogiem i swoim nieposkromionym językiem potrafi sobie samemu wyrządzić w procesie największe szkody. Znacznie lepiej, by milczał niż dostarczał dowodów na swoją niekorzyść.

Dlatego adwokaci wolą na ogół swoich klientów przekonywać do słuszności milczenia i oczekiwać, że prokurator pokaże zebrane dowody, niż podejmować ryzyko dostarczania dowodów przeciwko samemu sobie. Nie jest to jednak jedyna przyjmowana taktyka procesowa. Jeśli obrońcy wiedzą, że ich klient jest dobrze przygotowany do składania wyjaśnień, a są one konieczne, bo pewnych okoliczności nie da się inaczej przedstawić sądowi, zgadzają się na taką linię obrony. Inne jest na ogół stanowisko klientów, którzy są przekonani, że są w stanie do swojej niewinności przekonać sąd. Zwykle nie są świadomi, że ich pozorna obrona może się przekształcić w dostarczanie dowodów oskarżeniu. Sabich jest profesjonalistą, powinien zatem zdawać sobie sprawę, na jakie niebezpieczeństwo się naraża. Stara zasada głosi jednak, że nikt nie jest dobrym adwokatem we własnej sprawie.

Człowiek, któremu grożą zarzuty, działa w takich emocjach, że jasność jego widzenia jest zaburzona. W takim stanie nie powinien podejmować decyzji, tylko słuchać ocen bezstronnych fachowców, którym ufa.

W przypadku Sabicha jest jeszcze jeden problem – jest prokuratorem, a więc osobą szczególnego zaufania i chce bronić swojej reputacji. Dla niego milczenie jest równoznaczne z przyznaniem się do winy.

– Zamierzasz dać fory oskarżeniu jeszcze przed procesem? – pyta adwokat.

W końcu Sabich przyjmuje argumenty swojego obrońcy i na wstępnym przesłuchaniu oświadcza, że za radą adwokata nie będzie odpowiadał na pytania

Rano w domu Sabicha pojawia się policja z nakazem aresztowania. Filmowo atrakcyjnie, jednak faktycznie za późno. Gdyby podejrzany chciał uciekać lub utrudniać postępowanie, miałby na to czas. Prokuratura dzień wcześniej dysponowała przeciwko niemu takimi samymi dowodami i niepotrzebnie wstrzymywała tę czynność. Sąd decyduje jednak, że Sabich zostaje zwolniony za kaucją i będzie odpowiadał z wolnej stopy. W czasie kolejnej rozmowy z adwokatem ten pyta swojego klienta, czy przewiduje linię oskarżenia.

– Szaleję na punkcie Carolyn. Ona porzuca mnie dla innego. Nie odpuszczam. Dzwonię, błagam o spotkanie, ona ulega. Kochamy się. Atmosfera się zagęszcza, uderzam ją w głowę, pozoruję gwałt. W pośpiechu popełniam błędy – zapominam o szklance, znajdują moją grupę krwi w nasieniu – próbuje przewidzieć tezy prokuratury Sabich.

– Tylko prokuratura ma słabe dowody na wasz romans. Tylko kilka bilingów – przypomina adwokat.

Ma rację. Oskarżony nie zdecydował się zeznawać, więc nie udzielił wielu informacji na temat jego relacji z Carolyn. Prokuratura może się tego domyślać, ale będzie miała duże problemy, żeby to udowodnić.

Wkrótce Sabich dowiaduje się, że jako świadek wezwany zostaje jego szef. Co więcej, szef oświadcza, że zamierza zeznać, iż to on prosił, by powierzyć mu śledztwo. Szef jest wściekły za to, że Sabich nie powiedział mu, co go łączy z Carolyn. Oczywiście złożenie nieprawdziwych zeznań byłoby przestępstwem. Jeśli zezna o romansie swoich podwładnych, oskarżenie będzie miało motyw działania Sabicha.

– Jestem niewinny – oświadcza adwokatowi Sabich.

Wieczorem w rozmowie z żoną wyznaje jej:

– Zbłaźniłem się. Powiedziałem Sternowi, że jestem niewinny.

– Myślałam, że cię o to nie spyta.

– Okłamuje się wszystkich, nawet adwokata, zasiewając w ten sposób wątpliwości – tłumaczy żonie Sabich – Ty nie spytałaś, czy jestem winny.

– A mam spytać?

Trudno się nie dziwić, że Sabich jako profesjonalista ma pretensje do siebie. Wie, że większość osób stykających się z prokuratorem składa oświadczenia o swojej niewinności, a doświadczenie wskazuje, że większość z nich kłamie. Zapewniając o swojej niewinności, postąpił jak rasowy kryminalista, informując do tego obrońcę o czymś, o czym ten nie chce wiedzieć, bo wiedza o winie lub niewinności klienta nie pomaga w obronie. W pewnych sytuacjach może ją nawet ograniczać.

Następnego dnia w drodze do sądu na Sabicha czeka tłum dziennikarzy:

– Dlaczego skorzystał pan z piątej poprawki? – dopytują się.

– Nie urządzajmy procesu na schodach – apeluje Stern świadomy, że jeśli jego klient milczy przed sądem, to nie powinien też komentować sprawy dla dziennikarzy.

Po przemówieniach wstępnych, w których prokurator argumentuje zgodnie z przewidywaniami Sabicha, rozpoczyna się postępowanie dowodowe. Prokuratura chce przesłuchać detektywa, który zabezpieczył dowód w postaci szklanki z odciskami palców Sabicha. Okazuje się jednak, że ten dowód zaginął i Stern oponuje, by przesłuchiwać świadka na okoliczność dowodu, którego prokuratura nie jest w stanie przedstawić. Zdenerwowany sędzia Larren Lyttle wstrzymuje przesłuchanie świadka do czasu odnalezienia dowodu. Prokuratura wnioskuje zatem o przesłuchanie Horgana, który kłamie, że Sabich nalegał, by to on prowadził śledztwo, a następnie je opóźniał i utrudniał. Na pytanie obrońcy, czy przekazał Carolyn akta sprawy korupcyjnej, gdy ta była jego kochanką, przyznaje, że nie było to do końca poprawne.

– A zatem ukrył pan przed swoim obecnym zastępcą kluczowe dla śledztwa akta – drąży obrońca.

Następnie w gabinecie sędziego, w czasie spotkania stron, które sędzia wzywa do siebie, Stern stawia tezę, że zarzuty sfabrykowano, o czym świadczyć będą akta sprawy korupcyjnej, które utajniono, by utrudnić działanie obronie. Sąd wyraża zgodę na zadawanie pytań odnośnie do tej sprawy.

W trakcie przesłuchania Horgana adwokat dowiaduje się, że oskarżający prokurator Molto był przełożonym Carolyn w czasie, gdy miało dojść do wręczenia łapówki w sprawie mężczyzny, którego kuratorem była.

Po kolejnym dniu procesu do Sabicha dzwoni policjant, z którym prowadził postępowanie, z informacją, że udało mu się zidentyfikować mężczyznę, w sprawie którego miało dojść do wręczenia łapówki. Mężczyzna należy do gangu, którego członków Sabich skazał. Jadą do domu człowieka, za wolność którego miała być wręczona łapówka. Przedstawiają się jako policjant i prokurator, mimo że obaj są zawieszeni, a gdy mężczyzna zaczyna z nich drwić, policjant uderza go pistoletem w twarz. Dalej szantażuje mężczyznę tym, że jeśli nie będzie z nimi współpracował, zadzwoni do jego kumpli i zdradzi kompromitujące go informacje. Mamy zatem pobicie i groźbę karalną. Jeśli w takich okolicznościach świadek złożyłby zeznania, nie mogłyby one być dowodem, ponieważ uzyskane zostały przy użyciu groźby. Przerażony chłopak deklaruje, że wyzna wszystko i opowiada, że to ta blond zdzira – jego kuratorka Carolyn – to ustawiła i że pieniądze z umorzenia zostały przekazane sędziemu Larrenowi Lyttle.

Po wyjściu Sabich z detektywem omawiają sytuację i uznają, że Carolyn musiała być kochanką sędziego.

– Przykro mi. Myślałem, że to Molto – stwierdza policjant – Jeśli piśniemy sędziemu, co na niego mamy, może zamknąć sprawę.

Należy przypomnieć, że niezależnie od tego, czy wziął łapówkę czy nie, jeśli istotnie był kochankiem Carolyn, to nie powinien tej sprawy prowadzić i od razu powinien się z niej wyłączyć.

Na kolejnej rozprawie w sądzie zeznaje lekarz, który stwierdził w pochwie ofiary środki plemnikobójcze pochodzące z krążka. W trakcie przesłuchania Stern dowodzi, że ofiara miała podwiązane jajniki, nie mogła zatem korzystać z krążka, więc badany w tej sprawie materiał musiał zostać zamieniony. W ten sposób tracą moc dwa podstawowe dowody w sprawie – odciski palców na szklance, której nie ma, i ślady spermy wskazujące grupę krwi A, którą miał Sabich. Adwokat wnosi o umorzenie sprawy, a sąd przyznaje, że nie ma dowodu, że ofiara odbyła stosunek i proces nie może być kontynuowany. Sędzia podejmuje decyzję o umorzeniu sprawy.

W kancelarii Sterna obrońca ze swoim klientem piją szampana.

– Jesteś najlepszy – stwierdza Sabich – Skąd wiedziałeś, że Lyttle boi się tamtej sprawy? Wiedziałeś, że ona nie ma nic wspólnego ze mną, ale dałeś do zrozumienia, że ją wyświetlisz i wykażesz, że brał łapówki, w czym pośredniczyła Carolyn. Zaszantażowałeś go?

– Po rozwodzie Lyttel związał się z Carolyn – piękną, acz niebezpieczną kobietą. Ogarnęły go myśli samobójcze, chciał ustąpić z funkcji sędziego, ale Horgan go powstrzymał – opowiada adwokat.

– Horgan wiedział o łapówkach? – dziwi się Sabich.

– Tak, ocalił dla sądownictwa zasłużonego człowieka. Lyttel według mnie postąpił słusznie. Teraz powiedz mi, czy sprawiedliwości stało się zadość.

Sytuacja, o której rozmawiają mężczyźni, z punktu widzenia prawa jest jasna. Sędzia popełnił przestępstwo, przyjmując jako funkcjonariusz publiczny korzyść majątkową. Okoliczności nie usprawiedliwiają go i mogą być jedynie okolicznością łagodzącą przy wymiarze kary. Sędzia, który przyjmuje łapówki za rozstrzygniecie, nie jest dobrym sędzią i natychmiast powinien być usunięty z zawodu, więc Horgan nikogo nie ocalił dla sądownictwa, tylko to sądownictwo skompromitował. Rozstrzygając w niniejszej sprawie, sędzia Lyttel dbał o interes własny, a nie o dobro wymiaru sprawiedliwości. Tak wydany wyrok nigdy nie będzie sprawiedliwy, niezależnie od tego, czy Sabich jest winny czy nie. Pytanie Sterna nie ma zatem sensu.

Następnego dnia Sabich zostaje sam w domu i przystępuje do naprawy popsutego ogrodzenia. W skrzynce z narzędziami znajduje młotek poplamiony krwią i domyśla się, że to narzędzie zbrodni, którym zabito Carolyn. Idzie do kuchni i myje młotek pod kranem.

– Tak. Zrobiłam to – słyszy za sobą głos żony – Okpiłam ich wszystkich. Zaczęłam marzyć, że tę niszczycielkę spotka kara. Zobaczyłam jasność. To musi być zbrodnia, którą jej mąż uzna za nie do rozwiązania. Musi być gwałt. Pewnego dnia mąż pije piwo i mam jego odciski. Zbieram jego spermę, która spływa po wyjęciu krążka. Potem dzwonię do niej i proszę o spotkanie. Zabijam ją, wyciągam sznurek i wiążę tak, jak mój mąż opisywał wiązanie przez zboczeńców.

Zaczyna się proces, widzi, jak jej mąż cierpi i dziwnym trafem zarzuty zostają oddalone. A więc wiemy, kto zabił. Do pomyłki sądowej nie doszło, mimo że sąd działał z naruszeniem prawa. Osoba niewinna nie została skazana, ale również osoba winna nie została pociągnięta do odpowiedzialności. ­­­­­

Na pustej sali sądowej słyszymy ponownie głos narratora:

– Sprawa Carolyn nie została wyjaśniona. Nie mogłem odebrać synowi matki. Jestem prokuratorem, całe życie poświęciłem udowadnianiu winy. Z całą rozwagą wyciągnąłem rękę po Carolyn. Spowodowałem szalony wybuch gniewu, który skłonił jednego człowieka do zabicia drugiego. Była zbrodnia, była ofiara, jest kara – kończy narrator.

No cóż wydaje mi się, że prokurator, który ponownie miałby zbadać tę sprawę, nie podzieliłby jego zdania.